Ropa znów blisko 110 dolarów. Czy Polacy zapłacą za napięcia wokół Iranu?

Wydobycie ropy, ilustracja hasła ropa

Ropa Brent we wtorek rano lekko taniała, ale nadal kosztowała około 110 dolarów za baryłkę. Rynek zareagował na informację, że USA wstrzymały planowany atak na Iran, jednak inwestorzy wciąż wyceniają ryzyko zakłóceń w Cieśninie Ormuz i możliwy wzrost cen paliw.

Ropa Brent spadła, ale ceny nadal są wysokie

Ceny ropy na globalnych giełdach poszły we wtorek w dół po sygnale z Waszyngtonu, gdy prezydent USA Donald Trump poinformował, że na prośbę przywódców Arabii Saudyjskiej, Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich wstrzymał się z planowanym na wtorek atakiem na Iran. Według relacji rynkowych kraje te miały prosić o odroczenie działań o 2-3 dni, aby móc prowadzić rozmowy dyplomatyczne.

Reakcja rynku była szybka, ale ograniczona – baryłka ropy Brent w dostawach na lipiec była notowana na ICE po 110,41 dol., co oznaczało spadek o 1,51 proc. Ropa WTI na NYMEX kosztowała natomiast 106,90 dol. i taniała o 1,62 proc. Dzień wcześniej Brent zyskał jednak 2,6 proc., więc wtorkowa przecena nie cofnęła całego wcześniejszego ruchu.

Dla rynku paliw najważniejsze jest to, że ropa pozostaje na poziomach, które w normalnych warunkach byłyby odczytywane jako bardzo wysokie. Spadek po jednej informacji politycznej nie zmienia faktu, że inwestorzy nadal płacą premię za ryzyko geopolityczne. To właśnie ta premia sprawia, że nawet pozytywne sygnały dyplomatyczne nie sprowadzają cen surowca szybko do poziomów sprzed eskalacji konfliktu.

Iran, USA i Cieśnina Ormuz: dlaczego rynek reaguje tak nerwowo

Źródłem napięcia pozostaje Cieśnina Ormuz, jeden z najważniejszych szlaków transportu ropy i paliw na świecie. Według danych EIA, przepływy ropy, kondensatu i produktów naftowych przez cieśninę spadły w I kwartale 2026 r. do 14,6 mln baryłek dziennie, z 20,7 mln baryłek dziennie w IV kwartale 2025 r. To oznacza spadek o prawie 30 proc. w porównaniu kwartał do kwartału.

Skala zakłóceń tłumaczy, dlaczego inwestorzy reagują nie tylko na faktyczne decyzje wojskowe, ale też na same komunikaty polityczne. Jeżeli transport przez Ormuz pozostaje ograniczony, rynek ma mniejszy bufor bezpieczeństwa. Każda informacja o możliwym ataku, blokadzie, sankcjach albo rozmowach pokojowych natychmiast przekłada się na ceny kontraktów.

Bank Światowy oceniał wcześniej, że zakłócenia w Cieśninie Ormuz doprowadziły do największego w historii szoku na rynku ropy. Według tej instytucji do końca marca cena Brent wzrosła o około 65 proc., czyli o 46 dolarów za baryłkę, a globalna podaż ropy w marcu spadła o 10,1 mln baryłek dziennie.

Analitycy ostrzegają: szybki powrót do normy nie jest przesądzony

Rynek nie zakłada już, że problem zakończy się po jednej rundzie rozmów. Warren Patterson, szef strategii surowcowej ING, wskazał w analizie, że bank podniósł prognozy cen ropy, ponieważ rozmowy pokojowe USA i Iranu utknęły, a nie było natychmiastowych oznak wznowienia przepływów przez Cieśninę Ormuz. Jak napisał Patterson, ING zakłada obecnie, że przepływy ropy przez Ormuz „będą powoli wracać w maju i czerwcu” i przez większość roku pozostaną poniżej poziomów sprzed wojny.

To ważny sygnał dla konsumentów i firm. Jeśli przepływy surowca będą odbudowywać się stopniowo, presja na ceny paliw może utrzymywać się dłużej niż sama faza największego napięcia militarnego. ING szacował w swojej bazowej prognozie, że Brent może średnio kosztować 104 dolary za baryłkę w II kwartale 2026 r., wobec wcześniejszej prognozy 96 dolarów.

Analitycy ING zwracali też uwagę, że problem nie kończy się na samej ropie. Wysokie ceny produktów rafineryjnych, w tym paliwa lotniczego i diesla, już wymuszają ograniczenie popytu.

Droższa ropa oznacza presję na ceny paliw w Polsce

Dla polskich kierowców najważniejsze jest przełożenie cen ropy i paliw gotowych na krajowe cenniki. We wtorek Orlen podniósł hurtowe ceny paliw: benzyna Eurosuper 95 i Super Plus 98 zdrożały o 97 zł za metr sześc., a olej napędowy Ekodiesel o 140 zł za metr sześc. W aktualnym cenniku benzyna 95 kosztowała 5741 zł za metr sześc., benzyna 98 kosztowała 6252 zł, a diesel 6187 zł.

Na stacjach nadal działają ceny maksymalne wprowadzone czasowo w ramach pakietu „Ceny Paliwa Niżej”. Według obwieszczenia ministra energii, we wtorek 19 maja litr benzyny 95 mógł kosztować maksymalnie 6,42 zł, benzyny 98 – 6,97 zł, a oleju napędowego – 6,85 zł. W porównaniu z wcześniejszymi stawkami oznaczało to wzrost limitu dla wszystkich trzech paliw.

Regulacje łagodzą część uderzenia w portfele kierowców, ale nie eliminują kosztów po stronie rynku. Jeżeli ropa pozostanie droga, rośnie presja na hurtowe cenniki, marże, budżet państwa i firmy transportowe. Wysokie ceny paliw są też ważne dla inflacji, bo wpływają na koszty przewozu towarów, ceny usług logistycznych i wydatki gospodarstw domowych.

Co dalej z cenami ropy i paliw?

Najbliższe dni będą zależeć od trzech czynników: efektów rozmów USA-Iran, realnego ruchu tankowców przez Cieśninę Ormuz oraz decyzji dotyczących sankcji i bezpieczeństwa transportu morskiego. Jeżeli dyplomatyczne wysiłki przyniosą widoczne odblokowanie przepływów, rynek może obniżyć premię za ryzyko, jeśli jednak rozmowy ponownie się załamią, ropa może szybko wrócić do wzrostów.

Dla Polski najważniejsze będzie tempo przenoszenia cen hurtowych na stacje oraz decyzje rządu dotyczące podatków i mechanizmu cen maksymalnych. Obniżone stawki VAT i akcyzy na paliwa mają obowiązywać do końca maja, co oznacza, że rynek będzie uważnie śledził nie tylko notowania Brent, ale też krajowe decyzje regulacyjne.

Oceń ten artykuł: