• Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski wskazał 30 tys. zł brutto jako kwotę, która miałaby skłonić lekarzy do przejścia z kontraktów na etaty.
  • W tle są doniesienia o bardzo wysokich wynagrodzeniach części lekarzy kontraktowych oraz sprawa szpitala w Mogilnie.
  • Dane AOTMiT pokazują, że mediana wartości kontraktu lekarza specjalisty we wrześniu 2024 r. wynosiła 24,6 tys. zł, ale kontrakt nie zawsze oznacza dochód jednej osoby.

Zarobki lekarzy: 30 tys. zł brutto jako punkt odniesienia

Łukasz Jankowski, szef NIL, powiedział w rozmowie w radiowej Trójce, że „30 tys. zł brutto” to kwota, która pozwoliłaby lekarzom przejść z kontraktu na etat. Prezes NRL argumentował, że taki poziom wynagrodzeń był wcześniej wskazywany przez środowisko lekarskie w rozmowach z rządem jako równowartość około trzech średnich krajowych.

– 30 tys. zł brutto – to jest kwota wskazywana przez lekarzy, która pozwoliłaby im przejść z kontraktu na etat. To kwota wskazywana jako godna i adekwatna. Ten limit sprawiłby, że lekarze przestaliby wyjeżdżać za granicę – oświadczył.

To ważne, bo spór o zarobki lekarzy nie dotyczy już wyłącznie wysokości pensji. Dotyczy także modelu pracy. Kontrakty pozwalają części lekarzy pracować w kilku placówkach, rozliczać się za procedury i dyżury, a w niektórych przypadkach osiągać bardzo wysokie miesięczne przychody. Etat daje większą przewidywalność systemowi, ale dla wielu specjalistów jest mniej atrakcyjny finansowo.

Jankowski przekonywał, że problemem nie są same wysokie pensje, lecz chaos w systemie wynagrodzeń. W jego ocenie Polska ma dziś „europejskie pensje w ochronie zdrowia”, ale nie ma europejskiego systemu organizacji opieki. To rozróżnienie jest kluczowe, bo wysokie stawki nie zawsze przekładają się na krótsze kolejki, większą dostępność świadczeń albo stabilniejszą pracę szpitali.

Sprawa Mogilna wywołała presję na cały system

Bezpośrednim tłem dyskusji są doniesienia o spółce neurochirurgów, która miała wystawiać szpitalom rachunki sięgające nawet kilkuset tysięcy złotych za dzień pracy. Money.pl przypomina ustalenia Wirtualnej Polski dotyczące Szpitala w Mogilnie, gdzie sprawa miała zostać zgłoszona do prokuratury.

Takie przypadki działają na opinię publiczną mocniej niż statystyki. Kwoty rzędu 100 tys. lub 300 tys. zł miesięcznie budują obraz lekarzy jako grupy uprzywilejowanej, nawet jeśli dotyczą wąskiej części rynku i specyficznych kontraktów. Dla pacjentów zestawienie wysokich wypłat z kolejkami, odwoływanymi zabiegami i brakami kadrowymi jest szczególnie trudne do zaakceptowania.

Z perspektywy szpitali problem bywa bardziej złożony. Placówki płacą wysokie stawki nie dlatego, że chcą tworzyć kominy płacowe, ale dlatego, że bez konkretnych specjalistów nie są w stanie utrzymać oddziałów, kontraktów z NFZ albo dostępności procedur. To powoduje sytuację, w której rynek wymusza stawki, a publiczny system finansowania nie zawsze nadąża za ich konsekwencjami.

Dane pokazują duże rozwarstwienie

W debacie o zarobkach lekarzy kluczowe jest odróżnienie wynagrodzenia etatowego od kontraktu. Z danych AOTMiT, przywoływanych wcześniej przez Money.pl i Interię, wynika, że mediana wartości kontraktu lekarza specjalisty we wrześniu 2024 r. wynosiła 24,6 tys. zł. Jednocześnie AOTMiT nie miała możliwości przypisania kilku kontraktów do jednej osoby, więc dane nie pokazywały pełnego dochodu konkretnego lekarza.

To oznacza, że jedna liczba może wprowadzać w błąd. Kontrakt o wartości 24,6 tys. zł nie jest tym samym co pensja na etacie, bo lekarz prowadzący działalność ponosi koszty, opłaca składki, podatki i nie ma części zabezpieczeń typowych dla pracownika. Z drugiej strony lekarz może mieć kilka kontraktów z różnymi placówkami, co podnosi jego łączne miesięczne przychody.

Od 1 lipca 2026 r. wzrosły także minimalne wynagrodzenia zasadnicze w ochronie zdrowia. Według branżowych zestawień opartych na ustawowym mechanizmie najniższe wynagrodzenie zasadnicze lekarza specjalisty wynosi 12 910,16 zł brutto. To jednak wyłącznie pensja zasadnicza, bez dodatków, dyżurów i kontraktów.

Dlaczego etat przegrywa z kontraktem

Propozycja 30 tys. zł brutto jako poziomu etatowego ma być odpowiedzią na różnicę między stabilnością zatrudnienia a atrakcyjnością kontraktów. Lekarz na kontrakcie może zarobić więcej, ale często kosztem większej liczby godzin, pracy w kilku miejscach i mniejszej przewidywalności. Etat jest bezpieczniejszy organizacyjnie dla szpitala, ale musi być konkurencyjny wobec rynku.

Dla państwa i NFZ problem jest trudny finansowo. Gdyby wynagrodzenia etatowe lekarzy miały wzrosnąć do poziomu, który realnie konkuruje z kontraktami, koszt dla systemu byłby bardzo duży. Jednocześnie bez takiego ruchu część placówek nadal będzie zależna od drogich kontraktów, które trudno kontrolować i porównywać.

W tle pozostaje jeszcze jeden problem: dostępność lekarzy specjalistów. Jeżeli publiczny system nie zaoferuje warunków wystarczająco atrakcyjnych, część medyków będzie wybierać sektor prywatny, emigrację albo pracę kontraktową w kilku placówkach. To może poprawiać indywidualne dochody, ale niekoniecznie stabilizuje system ochrony zdrowia.

Pacjent widzi kolejki, nie modele rozliczeń

Dla pacjenta dyskusja o kontraktach, etatach i medianach wynagrodzeń jest drugorzędna. Liczy się dostęp do lekarza, termin badania, jakość leczenia i czas oczekiwania na zabieg. Dlatego społeczny odbiór wysokich zarobków lekarzy jest tak ostry: jeśli system płaci duże pieniądze, obywatele oczekują proporcjonalnej poprawy usług.

Właśnie tu leży największe wyzwanie. Sam limit wynagrodzeń może ograniczyć najbardziej rażące przypadki, ale nie rozwiąże problemu niedoboru specjalistów. Z kolei samo podnoszenie pensji może utrzymać lekarzy w publicznym systemie, ale nie uporządkuje organizacji pracy, wycen procedur i odpowiedzialności dyrektorów szpitali.

Dlatego dyskusja o zarobkach lekarzy będzie wracać. Z jednej strony lekarze wskazują na lata nauki, odpowiedzialność i ryzyko zawodowe. Z drugiej strony pacjenci i politycy patrzą na coraz większe wydatki publiczne oraz przypadki skrajnie wysokich wypłat. Bez przejrzystych danych o realnych zarobkach i liczbie godzin pracy trudno będzie oddzielić patologie od normalnych stawek rynkowych.

Czytaj także:

Polska armia w powijakach. Tylko dwie dywizje gotowe do walki z Rosją

Nieruchomości drożeją, ale sprzedaż wciąż rośnie. Hossa trwa w najlepsze

Przybyło 100 tys. bezrobotnych. Bezrobocie w Polsce rośnie rok do roku