Kryzys demograficzny przyspiesza. Wyludnianie obejmuje także metropolie

Dwójka dzieci, ilustracja hasła kryzys demograficzny

Kryzys demograficzny w Polsce wchodzi w nową fazę: problemem nie jest już tylko odpływ mieszkańców z mniejszych miejscowości, ale także słabnące „zasilanie” dużych miast przez młodych ludzi. Jak wskazuje rozmowa Interii z demografem Mateuszem Łakomym, metropolie przez lata maskowały własne ubytki dzięki migracji studentów i młodych pracowników, ale ta rezerwa zaczyna się kurczyć. Skutki mogą być widoczne na rynku pracy, rynku mieszkaniowym, w finansach samorządów i w planowaniu inwestycji publicznych.

  • Liczba ludności Polski na koniec 2025 r. spadła do 37,332 mln, o ok. 157 tys. osób mniej niż rok wcześniej.
  • Wyludnianie przestaje być problemem wyłącznie małych i średnich miast, bo duże ośrodki tracą dopływ młodych mieszkańców.
  • Do 2060 r. demografia może obniżyć liczbę pracujących i pogorszyć dochody z PIT w 95,6 proc. gmin.

Kryzys demograficzny przestaje być problemem peryferii

Wyludnianie małych i średnich miast trwa od lat, ale coraz większe znaczenie ma to, co dzieje się z największymi ośrodkami. Mateusz Łakomy, dyrektor Demograficon, mówi w rozmowie z Interią, że „duże miasta również zaczynają się wyludniać”. Przez długi czas nie było to tak widoczne, ponieważ największe ośrodki przyciągały młodych z mniejszych miejscowości: na studia, do pierwszej pracy i do lepiej płatnych sektorów gospodarki.

Ten mechanizm nadal działa, ale jego siła słabnie. Jeżeli w całym kraju rodzi się coraz mniej dzieci, to z czasem maleje także liczba osób, które mogą zasilać uczelnie, rynek pracy i rynek mieszkaniowy największych miast. To oznacza, że metropolie nie muszą nagle pustoszeć, ale mogą tracić wcześniejszą odporność na procesy, które od dawna dotykają miasta średnie.

Zjawisko będzie szczególnie ważne dla samorządów, deweloperów, właścicieli mieszkań na wynajem i pracodawców. Mniejsza liczba młodych mieszkańców oznacza słabszy popyt na część usług, trudniejszą rekrutację, niższą presję na szybki wzrost liczby lokali w niektórych lokalizacjach i większe znaczenie jakości życia jako argumentu w rywalizacji o mieszkańców.

Dane GUS pokazują skalę problemu

Według wstępnych danych GUS za 2025 r. liczba ludności Polski na koniec roku wyniosła 37,332 mln osób. To o ok. 157 tys. mniej niż rok wcześniej. Stopa ubytku rzeczywistego wyniosła minus 0,42 proc., czyli na każde 10 tys. mieszkańców ubyły ok. 42 osoby.

Problem pogłębia bardzo niska liczba urodzeń. GUS szacuje, że w 2025 r. zarejestrowano ok. 238 tys. urodzeń żywych, o ok. 14 tys. mniej niż rok wcześniej. Jednocześnie zmarło ok. 406 tys. osób. Oznacza to, że liczba urodzeń była wyraźnie niższa od liczby zgonów, a naturalna wymiana pokoleń nie jest w stanie utrzymać dotychczasowej liczby ludności.

Zmienia się także struktura wieku. GUS podaje, że na koniec 2025 r. w wieku produkcyjnym było 21,7 mln osób, o ok. 128 tys. mniej niż rok wcześniej. Jednocześnie liczba osób w wieku poprodukcyjnym wzrosła do ok. 9 mln, a ich udział w populacji wyniósł 24,2 proc. W praktyce oznacza to coraz większe obciążenie dla rynku pracy, systemu emerytalnego, ochrony zdrowia i usług opiekuńczych.

Młodzi inaczej patrzą na mieszkanie i kredyt

Demografia łączy się bezpośrednio z rynkiem mieszkaniowym. Z jednej strony młodych jest mniej, z drugiej strony ci, którzy wchodzą w dorosłość, mają inne oczekiwania niż poprzednie pokolenia. Z raportu Otodom i Invest Komfort „Szczęśliwy dom: Na własnych zasadach. Młodzi Dorośli na rynku nieruchomości” wynika, że 59 proc. najmłodszych dorosłych rozważy kredyt mieszkaniowy tylko wtedy, gdy rata nie obniży ich codziennego standardu życia. Jednocześnie 30 proc. nie wyklucza wynajmowania mieszkania do końca życia.

To ważna zmiana dla branży nieruchomości. Wysokie ceny mieszkań, koszty najmu i ostrożność wobec kredytu sprawiają, że własność przestaje być automatycznym celem realizowanym za wszelką cenę. Raport Otodom wskazuje też, że 71 proc. najmłodszych badanych dopuszcza zmianę miejscowości w przyszłości, a 69 proc. zmianę mieszkania. Mobilność nie oznacza jednak braku potrzeby stabilizacji. Coraz częściej chodzi raczej o szukanie bezpiecznego modelu życia, który nie wymusza nadmiernego ryzyka finansowego.

Dla dużych miast może to oznaczać wzrost znaczenia najmu instytucjonalnego, mieszkań dobrze skomunikowanych, lokali funkcjonalnych i przewidywalnych kosztów utrzymania. Dla mniejszych ośrodków stawką jest zatrzymanie młodych poprzez pracę, edukację, transport, kulturę, ochronę zdrowia i atrakcyjną ofertę mieszkaniową.

Samorządy odczują skutki w budżetach

Kryzys demograficzny nie jest wyłącznie problemem społecznym. To także wyzwanie fiskalne. Z raportu BGK „Demografia a przyszłość finansów samorządów lokalnych w Polsce” wynika, że do 2060 r. liczba ludności Polski ma spaść z 37,3 mln do 30,9 mln osób, a udział osób w wieku 60/65 lat i więcej wzrośnie z 23,8 proc. do 35,5 proc.

BGK szacuje, że do 2060 r. liczba osób pracujących spadnie w 95,4 proc. gmin, a w skali kraju spadek wyniesie ok. 30 proc., przy założeniu utrzymania wskaźników zatrudnienia z 2024 r. W konsekwencji pogorszenie sytuacji dochodowej z PIT ma dotyczyć 95,6 proc. gmin. To szczególnie ważne, bo dochody powiązane z pracą i wynagrodzeniami mieszkańców są jednym z filarów lokalnych budżetów.

Jednocześnie część wydatków samorządów nie spada automatycznie wraz z liczbą mieszkańców. Szkoła, transport, administracja, infrastruktura komunalna czy opieka społeczna muszą działać nawet wtedy, gdy baza podatkowa się kurczy. BGK wskazuje, że w gminach do 5 tys. mieszkańców obciążenie stałymi wydatkami bieżącymi w przeliczeniu na mieszkańca może wzrosnąć średnio o 88,1 proc. do 2060 r.

Czytaj także:

Praca hybrydowa to za mało. Kandydaci wolą w pełni zdalną

Drugi próg podatkowy znacznie w górę? „Skorzysta 2,5 mln Polaków”

FED utrzymał stopy procentowe w USA. Słowa nowego prezesa zmroziły inwestorów

Oceń ten artykuł: