• Freedom24 kierował wezwania przedsądowe do polskich twórców publikujących materiały dotyczące działalności brokera.
  • Spółka potwierdza wysłanie dwóch wezwań, natomiast Bankier.pl dotarł do trzech autorów, którzy otrzymali pisma.
  • Jeden z twórców dostał 72 godziny na usunięcie materiałów lub odpowiedź. Broker zapewnia, że jego celem nie jest ograniczanie krytyki.

Freedom24 wysyła pisma przedsądowe. Bankier.pl dotarł do trzech twórców

Sprawę opisał 29 października Bankier.pl w śledztwie redakcyjnym Michała Misiury. Dziennikarze przeanalizowali działania prawne podejmowane przez Freedom24 wobec polskich autorów publikujących materiały na temat brokera.

Firma przekazała redakcji, że od publikacji raportu Hindenburg Research skierowała na polskim rynku formalne wezwania do dwóch podmiotów. Miały one dotyczyć konkretnych stwierdzeń, które przedsiębiorstwo uznało za nieprawdziwe.

Dziennikarze potwierdzili jednak trzy przypadki otrzymania takich pism przez niezależnych twórców i analityków finansowych. Jednym z nich jest Paweł Kędzierski, prowadzący profil „Zawód Inwestor”. Dwaj pozostali autorzy zdecydowali się zachować anonimowość.

Rozbieżność między deklaracjami firmy a ustaleniami redakcji pozostaje istotnym elementem sprawy. Nie przesądza jednak o bezprawności korespondencji ani o odpowiedzialności brokera.

Dostał 72 godziny na odpowiedź. Materiały powstały dwa lata wcześniej

Paweł Kędzierski opublikował w 2024 roku materiały, w których analizował działalność Freedom24. Odnosił się między innymi do licencji cypryjskiego regulatora, ochrony środków inwestorów oraz wcześniejszych doniesień dotyczących grupy kapitałowej.

Według jego relacji reakcja prawników przyszła w lipcu 2026 roku. Pismo trafiło do niego w piątek po południu. „Na ustosunkowanie się lub usunięcie postów i filmów zostawiono mi 72 godziny” – powiedział Kędzierski w rozmowie z Bankier.pl. Twórca ocenił, że krótki termin, obejmujący weekend, utrudniał spokojne przeanalizowanie zarzutów i skonsultowanie sprawy z prawnikiem.

18 lipca poinformował publicznie o otrzymanym wezwaniu i zapowiedział, że nie usunie swoich wcześniejszych materiałów. Podkreślał przy tym, że nie kwestionował samego faktu legalnego funkcjonowania brokera, lecz przedstawiał własną ocenę czynników ryzyka związanych z wyborem instytucji finansowej.

Według Kędzierskiego podobne działania mogą zniechęcać innych twórców do publikowania krytycznych analiz. Freedom24 odrzuca taką interpretację. W przypadku autora profilu „Zawód Inwestor” spór nie doprowadził do wszczęcia postępowania sądowego.

Raport Hindenburg Research. Skąd wzięły się kontrowersje?

Źródłem sporu są między innymi informacje opublikowane 15 sierpnia 2023 roku przez amerykańską firmę analityczną Hindenburg Research. Raport dotyczył Freedom Holding Corp., grupy kapitałowej, do której należy Freedom24. Jego autorzy formułowali zarzuty dotyczące między innymi nieprzestrzegania międzynarodowych sankcji, sposobu wykazywania przychodów oraz procedur przeciwdziałania praniu pieniędzy.

Należy podkreślić, że były to zarzuty autorów raportu, a nie ustalenia sądu. Hindenburg Research zajmował pozycje inwestycyjne pozwalające zarabiać na spadku kursu akcji analizowanych przedsiębiorstw, co stanowiło istotny kontekst oceny jego publikacji.

Freedom Holding Corp. od początku odrzucał przedstawione twierdzenia. W styczniu 2024 roku grupa poinformowała o zakończeniu zewnętrznego przeglądu przeprowadzonego przez kancelarię Morgan, Lewis & Bockius oraz firmę Forensic Risk Alliance.

Według komunikatu Freedom Holding Corp. przegląd zasadniczo nie potwierdził zarzutów Hindenburga. Jednocześnie autorzy badania zaznaczyli, że części twierdzeń nie można było ocenić z powodu niedostatecznej szczegółowości lub ich historycznego charakteru.

Są to wyniki przeglądu zamówionego przez grupę, a nie prawomocne rozstrzygnięcie sądowe. Hindenburg Research zakończył działalność w styczniu 2025 roku. Freedom Holding nie zdecydował się wytoczyć mu procesu dotyczącego raportu.

Freedom24 odpowiada na zarzuty. Firma powołuje się na prawo do ochrony reputacji

W stanowisku przesłanym Bankier.pl broker podkreśla, że respektuje możliwość publicznego oceniania jego działalności. „Szanujemy prawo do krytyki” – zapewniają przedstawiciele Freedom24.

Spółka wyjaśnia, że interwencje prawne podejmuje wyjątkowo, gdy uznaje określone twierdzenia faktyczne za istotnie nieprawdziwe. Firma zaznacza również, że samo wysłanie wezwania nie powoduje usunięcia publikacji ani automatycznego wszczęcia procesu. Adresat może przedstawić swoje wyjaśnienia lub odmówić zmiany materiału.

W sporze pojawia się także pojęcie SLAPP, oznaczające strategiczne działania prawne mogące ograniczać udział w debacie publicznej. Kędzierski uważa, że pisma wywierają presję na twórców.

Freedom24 nie zgadza się z tym stanowiskiem i wskazuje, że pozasądowe zwrócenie uwagi na kwestionowane informacje nie jest równoznaczne z nadużyciem prawa. Na obecnym etapie nie ma podstaw do stwierdzenia, że konkretne wezwania zostały uznane przez sąd za bezprawne.

Czytaj także:

Polacy mają dosyć influencerów. Tylko 8 proc. traktuje ich porady poważnie

USA liczy straty na wojnie z Iranem. Rachunek dobiega do 50 mld dolarów

Polska szykuje się na kryzys. Ponad 4500 przetargów na schrony, agregaty i sprzęt