Rynek nieruchomości hamuje. Na horyzoncie widać jednak zmianę

Blok mieszkalny, ilustracja hasła rynek nieruchomości

Rynek nieruchomości w Polsce nie daje jednoznacznego sygnału po pierwszych czterech miesiącach 2026 r. Według najnowszych danych GUS oddano do użytkowania mniej mieszkań niż rok wcześniej, spadła także liczba rozpoczętych budów. Jednocześnie wyraźnie wzrosła liczba mieszkań, na które wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym, co może zapowiadać większą podaż w kolejnych kwartałach.

Rynek nieruchomości w danych GUS

Główny Urząd Statystyczny podał, że w okresie styczeń-kwiecień 2026 r. do użytkowania oddano 60,6 tys. mieszkań. To o 2,0 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2025 r. Dane są wstępne, ale pokazują, że podaż gotowych lokali nadal pozostaje pod presją po okresie ograniczania nowych inwestycji.

Największą część nowych mieszkań dostarczyli deweloperzy. W pierwszych czterech miesiącach roku przekazali do eksploatacji 35,8 tys. lokali, czyli o 4,4 proc. mniej niż rok wcześniej. Inwestorzy indywidualni oddali 23,4 tys. mieszkań, co oznacza wzrost o 2,3 proc. rok do roku. Łącznie te dwie formy budownictwa odpowiadały za 97,7 proc. wszystkich nowych mieszkań.

GUS podsumował sytuację następująco: „oddano do użytkowania o 2,0% mniej mieszkań niż w analogicznym okresie ubiegłego roku”. To najważniejszy sygnał z najnowszego komunikatu, bo pokazuje realną, już dostarczoną podaż mieszkań, a nie tylko plany inwestycyjne.

Mniej gotowych mieszkań, ale więcej planów budowy

Dane GUS pokazują trzy różne etapy rynku mieszkaniowego: mieszkania oddane do użytkowania, budowy rozpoczęte oraz pozwolenia na budowę lub zgłoszenia z projektem budowlanym. Każdy z tych wskaźników mówi o innym fragmencie cyklu inwestycyjnego.

Liczba mieszkań oddanych do użytkowania pokazuje to, co faktycznie trafia na rynek. Tu widać spadek o 2,0 proc. rok do roku. Liczba rozpoczętych budów mówi o bieżącej aktywności inwestorów. W tym obszarze również odnotowano spadek, o 1,9 proc. Natomiast pozwolenia i zgłoszenia pokazują potencjalną przyszłą podaż. Ten wskaźnik wzrósł aż o 15,8 proc.

To oznacza, że rynek nieruchomości znajduje się w fazie przejściowej. Z jednej strony mniej mieszkań trafia do użytkowania, a inwestorzy nie zwiększyli jeszcze wyraźnie liczby faktycznie rozpoczynanych budów. Z drugiej jednak silny wzrost pozwoleń pokazuje, że część firm i inwestorów przygotowuje nowe projekty na kolejne miesiące.

W praktyce pozwolenie nie oznacza jeszcze natychmiastowej budowy. Deweloperzy mogą mieć gotowe decyzje administracyjne, ale tempo uruchamiania inwestycji będzie zależało od sprzedaży mieszkań, kosztów finansowania, cen wykonawstwa, dostępności gruntów oraz oceny popytu. Dlatego wzrost liczby pozwoleń jest pozytywnym sygnałem dla przyszłej podaży, ale nie gwarantuje szybkiego wzrostu liczby lokali dostępnych dla kupujących.

Deweloperzy ograniczyli liczbę oddanych mieszkań

Szczególnie istotny jest spadek liczby mieszkań oddanych przez deweloperów. To właśnie ta grupa najmocniej wpływa na ofertę na rynku pierwotnym w największych miastach. Jeśli deweloperzy przekazują mniej lokali niż rok wcześniej, kupujący mogą w krótkim terminie odczuwać mniejszy napływ gotowych mieszkań, zwłaszcza w lokalizacjach o wysokim popycie.

Nie musi to jednak oznaczać trwałego deficytu podaży. Wzrost liczby pozwoleń sugeruje, że w przygotowaniu znajduje się więcej projektów niż przed rokiem. Problem polega na przesunięciu w czasie. Od uzyskania pozwolenia do oddania mieszkania do użytkowania mijają zwykle miesiące, a często kilka lat. Dlatego bieżący spadek liczby gotowych mieszkań i wzrost liczby pozwoleń mogą jednocześnie występować w tych samych danych.

Inwestorzy indywidualni pokazali odwrotny trend niż deweloperzy. Oddali do użytkowania 23,4 tys. mieszkań, o 2,3 proc. więcej niż rok wcześniej. To może oznaczać większą stabilność w segmencie budownictwa jednorodzinnego, choć jego znaczenie dla rynku transakcyjnego w dużych miastach jest inne niż w przypadku inwestycji deweloperskich.

Co te dane oznaczają dla kupujących i inwestorów

Mniejsza liczba lokali oddawanych do użytkowania może ograniczać podaż gotowych mieszkań. Jeżeli popyt utrzyma się na stabilnym poziomie, może to wspierać ceny w części lokalizacji. Jednocześnie wzrost liczby pozwoleń może działać w drugą stronę, bo zwiększa szanse na poszerzenie oferty w przyszłości.

Dla deweloperów dane są sygnałem, że rynek nadal działa ostrożnie. Spadek rozpoczętych budów o 1,9 proc. pokazuje, że inwestorzy nie przyspieszają jeszcze z realizacją projektów mimo większej liczby pozwoleń. To może wynikać z potrzeby kontroli ryzyka, szczególnie po okresie zmiennego popytu, wysokich kosztów finansowania i niepewności dotyczącej programów mieszkaniowych.

Dla rynku najmu znaczenie ma przede wszystkim liczba mieszkań faktycznie oddanych do użytkowania. Jeśli podaż nowych lokali jest niższa, część presji może przenosić się na najem, zwłaszcza w miastach, w których popyt na mieszkania pozostaje wysoki. Nie jest to jednak automatyczny mechanizm, bo sytuacja zależy od lokalnego rynku, struktury mieszkań i siły popytu ze strony najemców.

Większa powierzchnia i przeciętne mieszkanie powyżej 90 metrów

GUS podał również, że powierzchnia użytkowa nowo wybudowanych mieszkań wyniosła 5,6 mln mkw., czyli o 0,6 proc. mniej niż przed rokiem. Przeciętna wielkość jednego mieszkania osiągnęła 92,2 mkw.

Ten wskaźnik pokazuje, że mimo spadku liczby oddanych mieszkań powierzchnia użytkowa zmniejszyła się w mniejszym stopniu. Może to wynikać ze struktury inwestycji, w tym udziału budownictwa indywidualnego, gdzie lokale i domy mają zwykle większy metraż niż mieszkania w budynkach wielorodzinnych.

Dla rynku nieruchomości ma to praktyczne znaczenie. Sama liczba mieszkań nie pokazuje pełnego obrazu podaży. Inaczej działa rynek kawalerek i mieszkań dwupokojowych w dużych miastach, a inaczej rynek domów jednorodzinnych lub dużych lokali w mniejszych miejscowościach. Dlatego dane o powierzchni pomagają lepiej ocenić, jaki typ podaży faktycznie trafia na rynek.

Oceń ten artykuł: