
Hossa na amerykańskiej giełdzie weszła w niebezpieczną fazę. Bank of America obniżył cel dla indeksu S&P 500 na koniec roku do 7100 pkt, co oznaczałoby około 6 proc. spadku względem obecnych poziomów. Analitycy banku wskazują na rosnącą liczbę sygnałów ostrzegawczych: wysokie wyceny, nadmierną spekulację w najdroższych spółkach, ogromną zmienność wewnątrz sektora technologicznego i coraz większe wydatki na infrastrukturę AI.
Hossa na Wall Street traci solidne fundamenty
S&P 500 wzrósł od początku roku o około 11 proc., ale według Bank of America za dobrym wynikiem indeksu kryje się coraz bardziej nierówny rynek. Wskaźnik ceny do prognozowanych zysków spadł z 22 do 21, co oznacza kompresję mnożników, ale niekoniecznie zdrową poprawę atrakcyjności wycen. Bank zwraca uwagę, że rewizje zysków były mocniejsze niż same stopy zwrotu, szczególnie w sektorach energii i technologii.
To ważny sygnał. Jeżeli zyski spółek są podnoszone, a indeks mimo to nie rośnie proporcjonalnie, inwestorzy zaczynają płacić mniej za każdy dolar przyszłego zysku. W normalnych warunkach mogłoby to wyglądać jak zdrowe schłodzenie wycen. Problem polega jednak na tym, że BofA widzi jednocześnie coraz więcej klasycznych ostrzeżeń przed końcem trendu wzrostowego.
Bank już wcześniej sygnalizował ostrożność wobec rynku akcji. W oficjalnym raporcie rocznym BofA Global Research Savita Subramanian, szef strategii akcyjnej w USA, zakładała wzrost zysków spółek o 14 proc., ale jedynie 4-5 proc. wzrostu cen S&P 500, z celem 7100 pkt dla indeksu. Bank wskazywał wtedy, że rynek może przechodzić od hossy napędzanej konsumpcją do hossy napędzanej nakładami inwestycyjnymi.
Candace Browning, szef BofA Global Research, podkreślała w tym samym raporcie: „Pomimo tych utrzymujących się obaw, nasz zespół pozostaje optymistycznie nastawiony do gospodarki i AI”. Jednocześnie BofA zastrzegał, że lepsze zrozumienie wpływu AI na wzrost, inflację i nakłady inwestycyjne będzie prawdopodobnie źródłem większej zmienności.
Siedem sygnałów rynku niedźwiedzia
Najmocniejszy element najnowszej analizy Bank of America dotyczy wskaźników ostrzegających przed bessą. Według banku aktywnych jest już siedem z dziesięciu obserwowanych sygnałów rynku niedźwiedzia. To poziom zgodny ze średnią widzianą przed wcześniejszymi szczytami rynkowymi.
Co istotne, liczba sygnałów rośnie szybko. W marcu aktywne były cztery wskaźniki, w kwietniu pięć, a w maju doszły kolejne dwa. Taka dynamika sugeruje, że rynek nie tylko jest drogi, ale staje się coraz bardziej podatny na rozczarowanie. Dla inwestorów oznacza to większe ryzyko, że nawet dobre dane o zyskach nie wystarczą do dalszego podbijania indeksów.
Bank wskazuje też na nadmierną spekulację w akcjach o wysokich wskaźnikach cena/zysk. Spółki drogie fundamentalnie zaczęły wyraźnie wyprzedzać te tańsze, co historycznie bywało sygnałem, że inwestorzy płacą coraz więcej za obietnicę wzrostu, a coraz mniej za realną rentowność i stabilne przepływy pieniężne.
Dodatkowym problemem są długoterminowe oczekiwania wzrostu. Według BofA przekroczyły one poziomy, które w przeszłości czyniły akcje szczególnie wrażliwymi na rozczarowania. To oznacza, że rynek zaczyna wyceniać bardzo optymistyczny scenariusz, a margines błędu dla spółek maleje.
Technologia jak przed pęknięciem bańki internetowej?
Największe ostrzeżenie dotyczy technologii. W sektorze Technology różnica między medianą wyników najlepszych i najgorszych spółek z pięciu grup wynikowych sięgnęła 120 pkt proc. To najwyższy poziom od lutego 2000 r., kiedy spread wynosił 130 pkt proc. Tuż później, 24 marca 2000 r., rynek technologiczny osiągnął szczyt przed pęknięciem bańki internetowej.
Porównanie do 2000 r. nie oznacza automatycznie, że scenariusz musi się powtórzyć. Dzisiejsze największe spółki technologiczne mają realne przychody, zyski i potężne bilanse. Problem jest jednak podobny w jednym punkcie: oczekiwania wobec zwycięzców są bardzo wysokie, a rozczarowanie może być kosztowne.
BofA zwraca uwagę, że fundamenty sektora technologicznego pogorszyły się na kilku poziomach od czasu poprzedniego raportu rocznego banku. Konwersja przepływów pieniężnych zatrzymała się, wzrosła podaż długu inwestycyjnego i akcji, a skupy akcji własnych liczone jako procent kapitalizacji rynkowej spowolniły.
To zmienia obraz technologicznej hossy. Wcześniej największe spółki mogły finansować rozwój AI głównie z własnych przepływów. Teraz rynek zaczyna pytać, czy skala wydatków na centra danych, chipy i infrastrukturę chmurową nie zacznie ograniczać wolnych przepływów pieniężnych oraz możliwości dalszego wspierania kursów buybackami.
AI pochłania coraz więcej gotówki
Najbardziej wymowna liczba dotyczy hiperskalerów, czyli największych firm inwestujących w infrastrukturę chmurową i AI. Według Bank of America nakłady inwestycyjne jako procent operacyjnych przepływów pieniężnych mają do końca roku zbliżyć się do 100 proc. Jeszcze w 2023 r. było to około 40 proc.
To radykalna zmiana. Jeżeli firmy przeznaczają niemal całe operacyjne przepływy pieniężne na inwestycje, inwestorzy muszą zadać pytanie o zwrot z tych wydatków. AI może być technologią przełomową, ale rynek akcji nie finansuje samej narracji w nieskończoność. W pewnym momencie wydatki muszą przełożyć się na przychody, marże i zyski.
Z tego powodu Bank of America wskazuje, że selekcja spółek staje się kluczowa. Bank widzi więcej okazji w pojedynczych akcjach z indeksu S&P 500 niż w samym indeksie ważonym kapitalizacją. Innymi słowy: problemem nie musi być każda spółka, ale szeroki indeks, którego wynik jest coraz mocniej zależny od kilku bardzo dużych i bardzo drogich firm.
Czy inwestorzy powinni sprzedawać?
Tytułowe „sprzedawaj” nie oznacza, że Bank of America wzywa do panicznego wychodzenia ze wszystkich akcji. Sens najnowszej analizy jest bardziej precyzyjny: szeroki S&P 500 wygląda według banku mniej atrakcyjnie niż wybrane spółki, a obecny poziom indeksu nie daje dużego marginesu bezpieczeństwa.
Jeżeli cel 7100 pkt jest trafny, inwestorzy kupujący cały indeks przy obecnych poziomach muszą liczyć się z ryzykiem spadku o około 6 proc. do końca roku. To nie jest prognoza krachu, ale wyraźne ostrzeżenie po silnym rajdzie. Wyceny są wysokie, koncentracja rynku duża, a liczba sygnałów ostrzegawczych rośnie.
Czytaj także:
Migranci niezbędni dla polskiej gospodarki? W tych branżach brakuje rąk do pracy
Czołowy deweloper wraca na giełdę. Robyg rusza z IPO
UE chce wprowadzić podatek od kryptowalut. Jest nowy projekt