
Migranci stali się jednym z filarów polskiego rynku pracy, szczególnie w branżach, w których od lat brakuje lokalnych kandydatów. Najnowsze analizy wskazują, że bez pracowników z zagranicy problemy kadrowe mogłyby uderzyć w budownictwo, logistykę, rolnictwo, hotelarstwo i gastronomię, a konsekwencją byłyby wyższe koszty działalności firm oraz ceny części usług i produktów.
Migranci są już stałym elementem rynku pracy
Zatrudnienie cudzoziemców przestało być w Polsce rozwiązaniem tymczasowym. Według danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych na koniec grudnia 2025 r. do ubezpieczeń emerytalnego i rentowych zgłoszonych było 1 288,8 tys. osób z obywatelstwem innym niż polskie. To o 95,8 tys. więcej niż rok wcześniej i ponad cztery razy więcej niż w grudniu 2016 r.
Najliczniejszą grupę nadal stanowili obywatele Ukrainy. W rejestrach ZUS było ich 857,1 tys. Kolejne miejsca zajmowali obywatele Białorusi, Gruzji, Indii i Kolumbii. Dane pokazują więc nie tylko wzrost skali migracji zarobkowej, ale też stopniowe poszerzanie kierunków, z których firmy pozyskują pracowników.
Znaczenie tego zjawiska wykracza poza same statystyki zatrudnienia. Raport „Migracja w Polsce: fakty, wpływ, kierunki działania”, przygotowany przez Instytut Spraw Publicznych, Ipsos i Deloitte, wskazuje, że migracja wpływa jednocześnie na rynek pracy, rozwój gospodarczy, sytuację demograficzną i funkcjonowanie lokalnych społeczności. To oznacza, że decyzje dotyczące polityki migracyjnej coraz mocniej oddziałują na firmy, konsumentów i finanse publiczne.
Branże zależne od pracowników z zagranicy
Według informacji przywoływanych przez PropertyNews, szczególnie duże znaczenie cudzoziemców widać w usługach administrowania i działalności wspierającej, w hotelarstwie i gastronomii oraz w transporcie i logistyce. W pierwszym z tych obszarów obcokrajowcem jest średnio co czwarty zatrudniony, w hotelarstwie i gastronomii udział migrantów przekracza 16 proc., a w transporcie i logistyce wynosi około 14 proc.
Oznacza to, że migranci często obsługują te części gospodarki, które są najmocniej narażone na niedobór rąk do pracy: magazyny, centra logistyczne, budowy, usługi porządkowe, produkcję, rolnictwo sezonowe, restauracje i hotele. W danych ZUS widać też, że wśród najczęściej wykonywanych zawodów przez mężczyzn z obywatelstwem innym niż polskie znajdują się m.in. kierowca ciągnika siodłowego, kierowca samochodu ciężarowego, magazynier, pomocniczy robotnik budowlany, robotnik budowlany, spawacz i pracownik produkcji.
To ważne z punktu widzenia całych łańcuchów dostaw. Brak kierowców, magazynierów albo pracowników załadunku nie jest problemem tylko jednej firmy. Może opóźniać dostawy, ograniczać moce produkcyjne, zwiększać presję płacową i utrudniać realizację zamówień. Podobny mechanizm działa w budownictwie, gdzie niedobór pracowników wykonujących prace podstawowe może spowalniać inwestycje nawet wtedy, gdy na rynku dostępni są inżynierowie i specjaliści.
Wyższe koszty pracy mogą przełożyć się na ceny
Największym ryzykiem dla firm nie jest sama obecność migrantów, ale brak przewidywalnego systemu ich zatrudniania. W sektorach o niskich marżach i dużej konkurencji każda przerwa w dostępności pracowników szybko przekłada się na koszty. Dotyczy to zwłaszcza rolnictwa, przetwórstwa spożywczego, gastronomii, logistyki i usług hotelowych.
Autorzy raportu „Migracja w Polsce”, cytowani przez „Rzeczpospolitą”, wskazują: „W ostatnich latach migranci nie tylko wypełniają wakaty w polskich firmach, ale też wyrównują przyspieszający spadek liczby krajowych pracowników w rejestrach ZUS, będący efektem szybkiego starzenia się polskiego społeczeństwa”.
Ten wniosek ma szersze znaczenie. Jeżeli firmy nie będą mogły stabilnie planować zatrudnienia, część kosztów przerzucą na odbiorców. Dla konsumentów może to oznaczać droższe usługi gastronomiczne, wyższe koszty noclegów, większe ceny części produktów spożywczych albo wolniejszą realizację inwestycji. Dla eksporterów problemem może być spadek konkurencyjności, jeśli rosnące koszty pracy nie zostaną zrównoważone automatyzacją, wzrostem produktywności albo zmianą organizacji pracy.
Rząd wstrzymał szybką ścieżkę dla cudzoziemców
Spór o pracowników z zagranicy nasilił się po informacjach, że rząd wstrzymał prace nad wykazem zawodów deficytowych. Projekt rozporządzenia Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej został utworzony 30 stycznia 2026 r. i dotyczył grup zawodów, w których występują niedobory kadrowe. Informacje o projekcie znajdują się w Rządowym Centrum Legislacji.
Według informacji podawanych przez media gospodarcze pracodawcy liczyli, że lista przyspieszy uzyskiwanie zezwoleń na pracę dla cudzoziemców w zawodach, w których firmy mają największe problemy z rekrutacją. W praktyce mechanizm miał ograniczyć jedną z najbardziej czasochłonnych procedur: konieczność uzyskiwania informacji starosty o braku możliwości zaspokojenia potrzeb kadrowych na lokalnym rynku pracy.
Decyzję o wstrzymaniu prac resort miał uzasadniać wzrostem bezrobocia. To argument politycznie zrozumiały, ale gospodarczo niejednoznaczny. GUS podaje, że stopa bezrobocia rejestrowanego w kwietniu 2026 r. wyniosła 6,0 proc. Problem polega jednak na tym, że ogólna stopa bezrobocia nie pokazuje w pełni strukturalnych niedoborów w konkretnych branżach, regionach i zawodach.