
Upały wracają do Polski w wyjątkowo mocnej odsłonie. W ostatni weekend czerwca temperatura w cieniu może lokalnie przekroczyć 40 st. C, a to oznacza test nie tylko dla zdrowia mieszkańców, ale też dla energetyki, firm i całej gospodarki.
- W ostatni weekend czerwca temperatura w Polsce może lokalnie przekroczyć 40 st. C, co oznacza ryzyko pobicia historycznego rekordu.
- Upały zwiększają zużycie energii, szczególnie w godzinach pracy klimatyzacji i urządzeń chłodniczych.
- Orientacyjny koszt silnej fali gorąca dla kraju można szacować od kilku do kilkudziesięciu miliardów złotych.
Upały mogą osiągnąć kulminację w weekend
Według informacji przywołanych przez Money.pl, w ostatni weekend czerwca temperatura w cieniu może przekroczyć 40 st. C. Najbardziej narażone mają być województwa lubuskie i dolnośląskie. W scenariuszu skrajnym możliwe jest nawet pobicie rekordu temperatury w Polsce, który wynosi 40,2 st. C i pochodzi z 1921 r.
To ważne, bo fala gorąca nie będzie wyłącznie problemem pogodowym. Wysoka temperatura podbija zużycie prądu w domach, biurach, centrach handlowych, sklepach, magazynach i zakładach produkcyjnych. Rosnące użycie klimatyzacji oraz chłodnictwa zwiększa presję na system elektroenergetyczny, szczególnie wtedy, gdy popyt utrzymuje się do wieczora, a produkcja z fotowoltaiki zaczyna spadać.
Ryzyko kolejnych gorących epizodów nie kończy się na jednym weekendzie. W eksperymentalnej prognozie długoterminowej IMGW-PIB wskazano, że w czerwcu, lipcu i sierpniu 2026 r. średnia miesięczna temperatura powietrza w Polsce najprawdopodobniej będzie powyżej normy wieloletniej z lat 1991-2020.
Dlaczego wysokie temperatury są problemem dla energetyki?
Największe napięcie dla systemu może pojawić się późnym popołudniem i wieczorem. Wtedy wiele osób wraca do domów, nadal działa klimatyzacja, a produkcja energii ze słońca maleje. System musi szybciej korzystać z innych źródeł, w tym z elektrowni konwencjonalnych, importu i rezerw.
Polska zna już takie sytuacje. W sierpniu 2015 r. fala upałów i niski poziom wód w rzekach doprowadziły do ograniczeń w poborze energii dla części odbiorców przemysłowych. Dziś system jest inny: większy udział ma fotowoltaika, a sieć jest lepiej przygotowana na letnie szczyty, ale ryzyko gwałtownych wahań nadal istnieje.
Skalę obciążenia pokazują dane operatora. Według Polskich Sieci Elektroenergetycznych, 15 lipca 2021 r. zapotrzebowanie na moc elektryczną w okresie letnim wyniosło 24 533 MW, a średnie godzinowe zapotrzebowanie osiągnęło 24 317 MW. PSE informowały wtedy, że nie wystąpiły zakłócenia w pracy Krajowego Systemu Elektroenergetycznego, ale dane pokazują, jak wysokie potrafią być letnie szczyty.
Czy Polsce grozi blackout?
Blackout nie jest najbardziej prawdopodobnym scenariuszem, ale upały zwiększają koszt utrzymania bezpieczeństwa systemu. Problemem nie jest tylko sama temperatura, lecz jej połączenie z dużym popytem na energię, ewentualnymi awariami, niską produkcją z wiatru, ograniczeniami wodnymi i koniecznością bilansowania systemu w krótkim czasie.
Po doświadczeniach z awarii na Półwyspie Iberyjskim Ministerstwo Energii i PSE przygotowały pakiet działań wzmacniających odporność systemu. Prezes PSE Grzegorz Onichimowski wskazywał w komunikacie rządowym, że „nawet silny system jest narażony na zakłócenia”. Pakiet obejmuje m.in. zmiany w zarządzaniu systemem, cyberbezpieczeństwie, przyłączeniach do sieci i zasadach działania prosumentów.
Dla odbiorców oznacza to, że w najbliższych dniach warto obserwować nie tylko prognozę pogody, ale też sytuację na rynku energii. Wysokie temperatury mogą wpływać na ceny hurtowe prądu, zwłaszcza w godzinach wieczornych. Dla firm energochłonnych, chłodni, logistyki, handlu i przemysłu spożywczego to realny koszt operacyjny.
Ile upały mogą kosztować kraj?
Pełny koszt upałów jest trudny do policzenia, bo obejmuje kilka obszarów jednocześnie: droższą energię, spadek wydajności pracy, absencje, ryzyka zdrowotne, straty w rolnictwie, problemy w transporcie i większe obciążenie infrastruktury. W praktyce koszt fali gorąca może więc być znacznie szerszy niż sam wzrost rachunków za prąd.
Punktem odniesienia mogą być szacunki Allianz Research. Według analizy Allianz, straty wzrostu PKB wywołane falami gorąca mogą wynosić od 0,1 pkt proc. w Niemczech do 1,4 pkt proc. w Hiszpanii, a dla Europy łącznie około 0,5 pkt proc. Analitycy wskazali też, że jeden dzień ekstremalnego upału powyżej 32 st. C można ekonomicznie porównać do połowy dnia strajku.
Dla Polski można to przeliczyć jedynie orientacyjnie. Zgodnie z obwieszczeniem GUS, wartość produktu krajowego brutto w 2025 r. wyniosła 3 912,7 mld zł. Gdyby silne upały obniżyły aktywność gospodarczą o równowartość 0,1 proc. PKB, oznaczałoby to około 3,9 mld zł. Przy skali 0,5 proc. byłoby to około 19,6 mld zł.
W zaokrągleniu można więc przyjąć, że koszt silnej fali upałów dla kraju może iść w miliardy złotych, a przy dłuższym i bardziej dotkliwym epizodzie nawet w kilkadziesiąt miliardów. To ostrożny szacunek, bo nie obejmuje wszystkich skutków pośrednich, np. kosztów zdrowotnych, strat w plonach czy opóźnień w inwestycjach.
Czytaj także:
ZUS podał dane nt. emerytur. Rozwarstwienie rośnie w błyskawicznym tempie
Ceny najmu przed wakacjami. Duże miasta hamują, nad morzem stawki rosną
Rekordowy dług Skarbu Państwa. Przez miesiąc wzrósł o 47 mld zł