
Ukraińscy rolnicy zaostrzają ton w sporze o handel z Unią Europejską. Przedstawiciele ukraińskiego sektora rolnego przekonują, że Polska niesłusznie obarcza ich odpowiedzialnością za problemy europejskiego rolnictwa, a spadek cen zbóż wynika przede wszystkim z globalnej sytuacji rynkowej, a nie z samego importu z Ukrainy.
- Ukraińscy rolnicy zarzucają Polsce upolitycznianie problemu importu zbóż i przekonują, że spadek cen ma globalne przyczyny.
- Komisja Europejska oczekuje od Polski wycofania jednostronnego embarga na wybrane produkty rolne z Ukrainy.
- Polska utrzymuje zakaz importu m.in. pszenicy, kukurydzy, rzepaku i słonecznika, dopuszczając tranzyt tych towarów.
Spór nabiera znaczenia, bo Komisja Europejska coraz wyraźniej opowiada się przeciw jednostronnym zakazom importu. Bruksela wskazuje, że polityka handlowa należy do kompetencji Unii Europejskiej, a Polska podkreśla, że embargo nadal jest potrzebne do ochrony krajowego rynku.
Ukraińscy rolnicy: to nie nasze zboże jest problemem
Jak opisuje Top Agrar Polska, przedstawiciele ukraińskiego sektora rolnego zarzucają polskim politykom wykorzystywanie tematu importu zbóż w krajowej walce politycznej. Ich zdaniem problem europejskiego rolnictwa jest szerszy niż napływ produktów z Ukrainy.
Denys Marczuk, wiceprzewodniczący Ukraińskiej Rady Rolnej, przekonuje, że światowe ceny zbóż spadają od dłuższego czasu, a obarczanie Ukrainy odpowiedzialnością za ten trend nie uwzględnia realnych kosztów produkcji w warunkach wojny. Zwraca też uwagę na wysokie koszty logistyki i transportu z centralnej Ukrainy do granicy z Polską.
– Jeśli przeanalizujemy sytuację wokół ukraińskiego eksportu rolnego do Polski, około 80% tej dyskusji stanowią dziś polityka i emocje, a jedynie 20% to kwestie praktyczne wymagające rzeczywistej debaty – ocenił.
To argument wymierzony bezpośrednio w polskie organizacje rolnicze, które od wielu miesięcy wskazują, że import tańszych produktów rolnych z Ukrainy wywiera presję na ceny skupu, pogarsza rentowność gospodarstw i zaburza konkurencję na wspólnym rynku.
Komisja Europejska chce końca jednostronnego embarga
Ukraińskie argumenty zbiegają się z oczekiwaniami Komisji Europejskiej. Według Top Agrar Bruksela sygnalizuje, że Polska powinna wycofać jednostronne embargo na import ukraińskich produktów rolnych. Komisja wskazuje, że kwestie handlu zagranicznego należą do wyłącznych kompetencji UE, dlatego krajowe zakazy budzą wątpliwości prawne.
Polska utrzymuje jednak odmienne stanowisko. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi przypominało w komunikacie dotyczącym nowej umowy handlowej UE-Ukraina, że w Polsce nadal obowiązuje bezterminowy zakaz importu z Ukrainy pszenicy, kukurydzy, rzepaku, słonecznika oraz części produktów ich przetwórstwa. Towary te mogą przejeżdżać przez Polskę tranzytem, ale nie mogą trafiać na krajowy rynek.
To zasadnicza różnica między stanowiskiem Warszawy i Brukseli. Komisja Europejska szuka jednolitych reguł dla całej Unii, natomiast Polska domaga się utrzymania dodatkowej ochrony krajowych producentów.
Nowe zasady handlu mają uspokoić rynek
Po okresie nadzwyczajnej liberalizacji handlu z Ukrainą Unia wróciła do systemu ceł i kontyngentów. Komisja Europejska informowała na stronie Access2Markets, że cła i kontyngenty na ukraińskie produkty rolne zostały przywrócone od 6 czerwca 2025 roku, po wcześniejszym czasowym zniesieniu ograniczeń po rosyjskiej inwazji.
Nowe rozwiązania mają obejmować kontyngenty taryfowe dla produktów wrażliwych oraz klauzule ochronne, które pozwolą reagować na nadmierny napływ towarów. MRiRW wskazywało, że klauzulę ochronną będzie można uruchomić także w przypadku zakłóceń rynkowych na poziomie pojedynczego państwa członkowskiego.
Bruksela przedstawia to jako kompromis: dalsze wsparcie Ukrainy, ale z mechanizmami ochrony unijnych rolników. Polscy producenci obawiają się jednak, że kontyngenty i zabezpieczenia mogą okazać się niewystarczające, jeśli napływ towarów znów uderzy w ceny krajowe.
Polska wieś pamięta kryzys z lat 2022-2023
Dla polskich rolników temat nie jest abstrakcyjną debatą o polityce handlowej. W latach 2022-2023 wielu producentów zbóż odczuło gwałtowne zaburzenia rynku, gdy po wybuchu wojny i zablokowaniu tradycyjnych szlaków eksportowych Ukrainy duża część towaru zaczęła trafiać przez kraje graniczne UE.
Polscy rolnicy wskazywali wtedy na spadek cen skupu, problemy z magazynowaniem i trudności ze sprzedażą własnych plonów. Dlatego nawet jeśli ukraińska strona twierdzi, że za obecne ceny odpowiada rynek globalny, polskie organizacje traktują zniesienie embarga jako ryzyko powrotu tamtego scenariusza.
Właśnie z tego powodu utrzymanie zakazu importu ma w Polsce silne znaczenie polityczne. Rolnicy nie chcą jedynie zapewnień o monitoringu i mechanizmach ochronnych. Oczekują twardych gwarancji, że ukraińskie produkty nie zaleją rynku w okresie żniw i nie obniżą opłacalności produkcji.
Ukraińcy wskazują na rosyjską konkurencję
Strona ukraińska podnosi również argument, który w polskiej debacie pojawia się rzadziej. Według przedstawicieli ukraińskiego sektora rolnego europejscy politycy i rolnicy koncentrują się na Ukrainie, podczas gdy rosyjskie produkty rolne nadal trafiają na rynki międzynarodowe i konkurują ceną.
Ukraińcy przekonują, że rosyjskie rolnictwo korzysta z silnego wsparcia państwa, co pozwala eksporterom oferować produkty po bardziej konkurencyjnych cenach. W tym ujęciu blokowanie Ukrainy miałoby osłabiać kraj broniący się przed Rosją, a nie rozwiązywać strukturalnych problemów europejskiego rynku rolnego.
Dla polskich rolników ten argument nie zamyka jednak sprawy. Problemem pozostaje bezpośredni wpływ importu na krajowy rynek, niezależnie od tego, czy na globalne ceny oddziałują również Rosja, kursy walut, koszty transportu, pogoda czy poziom zapasów.
Czytaj także:
Domy jednorodzinne znów drożeją. Koniec krótkiej korekty cen?
W Polsce najszybciej na świecie przybywa multimilionerów. Zaskakujące dane
Kogo pozbawi pracy AI? 640 tys. Polaków ma powody do niepokoju