Recesja w Niemczech. DIW obniża prognozy po szoku energetycznym
Najnowsze prognozy dla największej gospodarki Europy są wyraźnie słabsze niż jeszcze kilka miesięcy temu. Według relacji Reutersa DIW Berlin oczekuje, że niemiecka gospodarka skurczy się w drugim i trzecim kwartale 2026 r. Taki układ oznaczałby techniczną recesję, czyli dwa kolejne kwartały spadku PKB.
Instytut obniżył prognozę wzrostu niemieckiej gospodarki do 0,5 proc. w 2026 r. i 0,8 proc. w 2027 r. To około pół punktu procentowego mniej niż w poprzednich szacunkach. Głównym powodem rewizji jest szok energetyczny wywołany wojną w Iranie i wzrostem cen ropy oraz gazu. Wyższe koszty energii uderzają jednocześnie w gospodarstwa domowe, firmy przemysłowe i nastroje inwestorów.
Geraldine Dany-Knedlik, szef prognoz DIW, oceniła, że „szok cen energii wyraźnie spowalnia ożywienie”, ale jednocześnie zaznaczyła, że nie jest to powtórka kryzysu z lat 2022-2023. To ważne zastrzeżenie. Niemcy są dziś mniej zależne od rosyjskich surowców niż przed pełnoskalową wojną w Ukrainie, ale nadal pozostają gospodarką bardzo wrażliwą na ceny energii i kondycję przemysłu.
Niemiecki przemysł nadal ciąży całej gospodarce
Problem Niemiec nie ogranicza się do jednego kwartału i jednego impulsu cenowego. Gospodarka od kilku lat zmaga się z połączeniem słabego przemysłu, wysokich kosztów energii, presji konkurencyjnej ze strony Chin, zmian w globalnym handlu i problemów sektora motoryzacyjnego. To właśnie przemysł przez dekady był głównym filarem niemieckiej przewagi eksportowej.
Dziś ten model jest pod presją. Firmy energochłonne mierzą się z wyższymi kosztami, producenci samochodów z transformacją w kierunku elektromobilności, a eksporterzy z bardziej fragmentarycznym globalnym handlem. W takim otoczeniu nawet planowane wydatki publiczne na infrastrukturę i obronność mogą jedynie łagodzić spowolnienie, a nie automatycznie przywrócić silny wzrost prywatnych inwestycji.
DIW zwraca uwagę, że wzrost w Niemczech będzie w dużej mierze wspierany przez państwo. To oznacza, że bez poprawy popytu prywatnego i sytuacji przemysłu ożywienie może być płytkie. Dla polskich firm ważne jest nie tylko to, czy niemiecki PKB wzrośnie o kilka dziesiątych procent, ale czy poprawi się aktywność w branżach, z którymi Polska jest najmocniej powiązana: motoryzacji, maszynach, metalach, chemii, logistyce, AGD i komponentach przemysłowych.
Dlaczego to ważne dla polskiego eksportu?
Niemcy są najważniejszym partnerem handlowym Polski. Według danych GUS cytowanych przez PAP, w 2025 r. odpowiadały za 26,9 proc. polskiego eksportu. To ponad jedna czwarta sprzedaży zagranicznej polskich firm. Na kolejnych miejscach były Czechy i Francja, ale ich udział był kilkukrotnie mniejszy.
Tak duża koncentracja oznacza, że każda słabość niemieckiego popytu szybko przenosi się na polskich dostawców. Dotyczy to zwłaszcza firm, które działają jako podwykonawcy niemieckiego przemysłu albo sprzedają komponenty, części, wyroby metalowe, maszyny, tworzywa, produkty chemiczne i wyposażenie dla sektora motoryzacyjnego. Jeśli niemieckie firmy ograniczają zamówienia, polscy producenci często widzą to w portfelu zleceń z wyprzedzeniem.
Ryzyko nie polega jednak wyłącznie na spadku eksportu. Słabsze Niemcy mogą oznaczać również presję na ceny, wydłużanie terminów płatności, ostrożniejsze inwestycje i większą konkurencję o zamówienia. Firmy z Polski, które w ostatnich latach korzystały z bliskości geograficznej i jakościowej przewagi nad częścią dostawców z Azji, mogą być zmuszone do jeszcze większej elastyczności kosztowej.
Czytaj także:
Synektik pokazał wyniki powyżej oczekiwań. Spółka powróci do wzrostów?
Cena złota spadła o ponad 20 proc. od szczytu. Analitycy: na tym nie koniec
Polski samochód elektryczny wraca w nowej odsłonie. Foxconn pomoże Izerze



