Złe wieści ws. inflacji w Polsce. Alarmujące dane już 4. miesiąc z rzędu

Słoik z monetami, ilustracja hasła inflacja w Polsce

Inflacja w Polsce w ostatnich miesiącach wyraźnie wyhamowała, ale najnowsze dane wyprzedzające pokazują, że presja cenowa nie zniknęła. W czerwcu 2026 r. Wskaźnik Przyszłej Inflacji BIEC wzrósł o 1,8 pkt względem maja i był to już czwarty z rzędu wzrost tego wskaźnika. To ważny sygnał dla konsumentów, firm, inwestorów i Rady Polityki Pieniężnej, bo może wskazywać na ryzyko ponownego wzrostu cen w kolejnych miesiącach.

Inflacja w Polsce hamuje, ale dane wyprzedzające ostrzegają

Według szybkiego szacunku GUS ceny towarów i usług konsumpcyjnych w maju 2026 r. wzrosły o 3,1 proc. rok do roku. W porównaniu z kwietniem spadły natomiast o 0,3 proc. To oznaczało niższy od oczekiwań odczyt inflacji i dawało argument za ostrożnością w ocenie dalszych decyzji dotyczących stóp procentowych.

Nowy raport Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych pokazuje jednak inny wymiar sytuacji. Wskaźnik Przyszłej Inflacji, który ma z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem sygnalizować możliwy kierunek zmian cen, wzrósł w czerwcu o kolejne 1,8 pkt. Jak zwrócił uwagę Money.pl, był to czwarty kolejny wzrost WPI.

To nie oznacza automatycznie, że inflacja CPI natychmiast przyspieszy. Wskaźniki wyprzedzające nie są prognozą punktową, lecz ostrzegają przed zmianą presji w gospodarce. Ich znaczenie polega na tym, że często pokazują napięcia wcześniej niż oficjalne dane o cenach w sklepach i usługach.

Skąd bierze się nowy impuls inflacyjny?

BIEC wskazuje, że największy wpływ na wzrost Wskaźnika Przyszłej Inflacji miały w czerwcu dwa czynniki: wzrost cen surowców na światowych rynkach oraz wyższe oprocentowanie długoterminowych obligacji skarbowych. Oba zjawiska mogą stopniowo przenosić się na koszty firm, ceny importu, oczekiwania inwestorów i decyzje konsumentów.

Autorzy raportu ocenili, że „impuls inflacyjny stopniowo rozlewa się na całą gospodarkę”. W praktyce oznacza to, że presja cenowa nie musi ograniczać się do jednej kategorii, np. paliw, energii albo żywności. Jeżeli rosną ceny surowców, koszty finansowania i oczekiwania inflacyjne, przedsiębiorstwa mogą częściej przerzucać wyższe koszty na odbiorców końcowych.

Szczególnie istotne są surowce energetyczne i przemysłowe. BIEC zwraca uwagę na zmienność cen związaną z sytuacją na Bliskim Wschodzie oraz problemami z transportem przez Cieśninę Ormuz. Dodatkowym elementem jest wzrost cen niektórych rzadkich metali, które są wykorzystywane w sektorach związanych z rozwojem sztucznej inteligencji. Surowce żywnościowe, według BIEC, drożeją umiarkowanie, około 5 proc. w skali roku.

Co oznacza to dla portfeli Polaków?

Dla gospodarstw domowych najważniejsze jest to, czy obecne wyhamowanie inflacji przełoży się na trwałą stabilizację cen. Majowy odczyt GUS dawał powód do ostrożnego optymizmu, ale dane BIEC sugerują, że ryzyko ponownego wzrostu cen pozostaje realne.

Najbardziej odczuwalne dla konsumentów mogą być kategorie, w których koszty zewnętrzne szybko przechodzą na ceny detaliczne. Dotyczy to paliw, transportu, usług, wybranych produktów przemysłowych i części wydatków mieszkaniowych. Nawet jeżeli roczna inflacja pozostaje niższa niż w okresie największego szoku cenowego, utrzymywanie się podwyższonej presji oznacza, że ceny nadal mogą rosnąć szybciej niż komfortowy poziom dla domowych budżetów.

Ważnym elementem są także oczekiwania konsumentów. Z raportu BIEC wynika, że grupa osób obawiających się przyspieszonego wzrostu cen zmniejszyła się z 18 proc. w marcu do około 9 proc. w maju. Jednocześnie blisko 50 proc. badanych uważa, że ceny w kolejnych miesiącach będą rosły w dotychczasowym tempie. To pokazuje, że społeczne oczekiwania nie są już tak nerwowe jak kilka miesięcy wcześniej, ale nadal nie wróciły do pełnego spokoju.

Inflacja w Polsce a decyzje RPP

Najnowsze dane są istotne także dla Rady Polityki Pieniężnej. Na początku czerwca RPP utrzymała stopy procentowe NBP bez zmian, pozostawiając stopę referencyjną na poziomie 3,75 proc. w skali roku. Decyzja zapadła po niższym od prognoz odczycie inflacji za maj, ale dalsza ścieżka polityki pieniężnej będzie zależeć od tego, czy spadek inflacji okaże się trwały.

Cel inflacyjny NBP wynosi 2,5 proc. z symetrycznym przedziałem odchyleń o szerokości 1 pkt proc. w średnim okresie. Oznacza to, że majowy odczyt 3,1 proc. mieścił się w dopuszczalnym paśmie, ale wciąż znajdował się powyżej samego celu. Jeżeli kolejne dane pokażą wzrost presji cenowej, przestrzeń do łagodzenia polityki pieniężnej może się zmniejszyć.

Dla kredytobiorców oznacza to niepewność co do tempa ewentualnych obniżek stóp procentowych. Dla oszczędzających i inwestorów ważne będzie natomiast to, czy realne oprocentowanie lokat, obligacji i innych instrumentów utrzyma przewagę nad inflacją. Każdy sygnał wzrostu oczekiwanej inflacji może wpływać na rentowności obligacji, wyceny akcji oraz kurs złotego.

Czytaj także:

Synektik pokazał wyniki powyżej oczekiwań. Spółka powróci do wzrostów?

Cena złota spadła o ponad 20 proc. od szczytu. Analitycy: na tym nie koniec

Polski samochód elektryczny wraca w nowej odsłonie. Foxconn pomoże Izerze

Oceń ten artykuł: