Demografia Polski w opłakanym stanie. Dzietność znowu spadła

Rodzina - ilustracja hasła demografia Polski

Demografia Polski staje się jednym z najpoważniejszych wyzwań gospodarczych najbliższych dekad. Według danych GUS współczynnik dzietności spadł w 2025 r. do 1,068, a liczba ludności obniżyła się do 37,33 mln osób. Problem nie dotyczy wyłącznie liczby urodzeń, ale także starzenia się społeczeństwa, rynku pracy, systemu emerytalnego i finansów publicznych.

Demografia Polski coraz dalej od zastępowalności pokoleń

GUS w publikacji „Polska w liczbach 2026” podał, że współczynnik dzietności w Polsce wyniósł w 2025 r. 1,068. Rok wcześniej było to 1,099, w 2023 r. 1,16, a w 1990 r. 1,99. To oznacza, że Polska coraz bardziej oddala się od poziomu zastępowalności pokoleń, który zwykle szacuje się na ok. 2,1 dziecka na kobietę.

Spadek dzietności jest szczególnie istotny, bo nie jest jednorazowym wahnięciem. W 2017 r. współczynnik wynosił 1,45, a w 2025 r. spadł już do 1,068. W praktyce oznacza to, że nawet przy poprawie długości życia i dodatnim saldzie migracji Polska będzie miała coraz większy problem z utrzymaniem stabilnej struktury wieku.

GUS definiuje współczynnik dzietności jako przeciętną liczbę dzieci, które urodziłaby kobieta w ciągu całego okresu rozrodczego, przy założeniu utrzymania obserwowanych w danym roku cząstkowych współczynników płodności. To wskaźnik syntetyczny, ale dobrze pokazuje kierunek zmian społecznych.

Liczba ludności Polski spada

Najnowsze dane pokazują, że problem ma już wymiar nie tylko prognoz, ale bieżącej statystyki. GUS szacował, że w końcu I kwartału 2026 r. liczba ludności Polski wynosiła 37,3 mln osób, czyli była o 155 tys. niższa niż rok wcześniej. W tym samym okresie urodziło się ok. 57,5 tys. dzieci, a zmarło ok. 112 tys. osób.

Jeszcze wyraźniej skalę zmian widać w danych za 2025 r. GUS wskazywał, że niemal nieprzerwanie od 2012 r. utrzymuje się spadek liczby ludności, a przyrost naturalny od 2013 r. pozostaje ujemny. W 2025 r. liczba urodzeń była o ok. 168 tys. niższa od liczby zgonów, a współczynnik przyrostu naturalnego wyniósł minus 4,5 na 1000 ludności.

W danych GUS dobrze widać także długoterminową zmianę skali urodzeń. W 1990 r. odnotowano 547,7 tys. urodzeń żywych, w 2010 r. 413,3 tys., w 2020 r. 355,3 tys., a w 2025 r. już tylko ok. 238 tys. Jednocześnie liczba zgonów w 2025 r. wyniosła ok. 406 tys.

„W wyniku utrzymującej się przewagi liczby zgonów nad liczbą urodzeń przyrost naturalny pozostał ujemny” – wskazał GUS w najnowszym zestawieniu sytuacji społeczno-gospodarczej kraju. To krótkie zdanie dobrze opisuje mechanizm, który coraz mocniej zmienia strukturę ludności Polski.

Polacy później zakładają rodziny i żyją dłużej

Niska dzietność idzie w parze z późniejszym rodzicielstwem. Średni wiek kobiet przy urodzeniu pierwszego dziecka wyniósł w 2025 r. 29,5 roku. W 1990 r. było to 22,7 roku. Zmiana o niemal 7 lat pokazuje, jak mocno przekształcił się model wejścia w dorosłość, pracy, zakładania rodziny i podejmowania decyzji mieszkaniowych.

To ma znaczenie gospodarcze. Późniejsze urodzenie pierwszego dziecka statystycznie skraca okres, w którym część rodzin decyduje się na kolejne dzieci. Na decyzje wpływają koszty mieszkań, stabilność zatrudnienia, dostępność opieki nad dziećmi, sytuacja dochodowa, zdrowie, edukacja i poczucie bezpieczeństwa. Sama polityka transferowa nie wystarcza, jeśli nie towarzyszy jej stabilne otoczenie pracy, mieszkań i usług publicznych.

Równocześnie Polacy żyją dłużej. Money.pl, powołując się na dane GUS, podaje, że przeciętne trwanie życia mężczyzn wzrosło z 66,2 roku w 1990 r. do 75,4 roku w 2025 r., a kobiet z 75,2 roku do 82,5 roku. To pozytywna zmiana cywilizacyjna, ale w połączeniu z niską liczbą urodzeń oznacza szybsze starzenie się populacji.

Społeczeństwo się starzeje, a rynek pracy będzie pod presją

Starzenie widać w medianie wieku – w 1990 r. wynosiła ona wśród mieszkańców Polski 32,3 roku, w 2010 r. 38 lat, a w 2025 r. już 43,8 roku. W przypadku kobiet było to 45,4 roku, a w przypadku mężczyzn 42,3 roku.

Zmieniła się także struktura wieku. W 1990 r. osoby w wieku przedprodukcyjnym stanowiły 29 proc. społeczeństwa, a osoby w wieku poprodukcyjnym 12,8 proc. W 2025 r. proporcje wyglądały już zupełnie inaczej: udział osób w wieku przedprodukcyjnym wynosił 17,7 proc., a osób w wieku poprodukcyjnym 24,1 proc.

To jeden z najważniejszych sygnałów dla gospodarki. Mniej osób w młodszych rocznikach oznacza w przyszłości mniejszą podaż pracowników, większą konkurencję o kadry i presję na produktywność. Więcej osób w wieku poprodukcyjnym oznacza większe wydatki na emerytury, ochronę zdrowia, opiekę długoterminową i usługi społeczne.

Oceń ten artykuł: