Dolar jest najsłabszy od pierwszej połowy listopada ubiegłego roku. Z kolei na Wall Street trwa odbicie. Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w USA już w marcu urosło do 84 proc. a rynek oczekuje w tym momencie już czterech, a nie trzech jak do tej pory, ruchów ze strony Fed w najbliższych 12 miesiącach. Inflacja w Stanach Zjednoczonych, którą poznaliśmy wczoraj, jest kolejnym raportem, który zbliża rynki do przełomowego momentu, jakim będzie start normalizacji polityki monetarnej prowadzonej przez Rezerwę Federalną.
Powell wykonał zadanie. Tak w skrócie można podsumować wczorajszą decyzję FOMC oraz konferencję prasową. Mocniejszy zwrot w kierunku normalizacji polityki pieniężnej został wykonany. To było jednak za mało, żeby umocnić dolara, który sukcesywnie zyskiwał od prawie pół roku. Wszystko czego się dowiedzieliśmy wczoraj, było już wycenione. Rynek praktycznie nie dostał nic nowego.
Kiedy do głosu dochodzi Rezerwa Federalna inne wydarzenia schodzą automatycznie na dalszy plan. Ostatnie posiedzenie Fed w tym roku może być przełomowe. Rynek oczekuje mocno jastrzębiego komunikatu, jednak pamiętajmy, że Powell będzie starał się być powściągliwy co do odpowiedzi na pytanie, kiedy dojdzie do pierwszej podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych.
Ten tydzień jest naszpikowany decyzjami banków centralnych. Oprócz największych (Fed, BoE, EBC, BoJ, SNB) o kształcie polityki monetarnej będą decydować banki centralne Węgier, Chile, Norwegii, Rosji oraz Meksyku. Wszystkie instytucje znajdują się pod coraz większą presją wynikającą z galopującej inflacji.