Podwyżki w budżetówce w 2027 r. Są przecieki z ministerstwa finansów

Stos banknotów i monet, ilustracja hasła podwyżki w budżetówce

Podwyżki w budżetówce w 2027 r. mają wynieść 3 proc. - wynika z nieoficjalnych ustaleń Money.pl. Według portalu minister finansów Andrzej Domański miał zaakceptować taki poziom wzrostu wynagrodzeń po posiedzeniu Stałego Komitetu Rady Ministrów. Ostateczna decyzja ma należeć do rządu, który pracuje nad wskaźnikami potrzebnymi do przygotowania budżetu na 2027 r.

Podwyżki w budżetówce: ile ma dostać państwowa sfera budżetowa?

Według ustaleń Money.pl porozumienie w sprawie wzrostu wynagrodzeń w budżetówce zapadło w poniedziałek podczas obrad Stałego Komitetu Rady Ministrów. Uzgodniony wskaźnik miałby wynieść 3 proc. w 2027 r. To więcej niż prognozowana przez resort finansów średnioroczna inflacja na poziomie 2,5 proc., ale mniej niż oczekiwał resort rodziny, pracy i polityki społecznej.

To nadal nie jest jeszcze finalna, ustawowa decyzja. W praktyce chodzi o wskaźnik, który stanie się jednym z elementów dalszych prac nad projektem budżetu państwa. Dopiero ustawa budżetowa przesądzi o konkretnych kwotach i sposobie ich zapisania dla poszczególnych części administracji publicznej.

Ważne jest też to, że wskaźnik dla państwowej sfery budżetowej nie zawsze oznacza identyczny wzrost pensji dla każdego pracownika. Podwyżki mogą być rozdzielane przez instytucje w różny sposób, zależnie od struktury płac, dodatków, systemów mnożnikowych oraz decyzji pracodawców publicznych.

Ministerstwo Finansów stawia na ostrożność

Z informacji Money.pl wynika, że Ministerstwo Finansów prezentuje zachowawcze podejście ze względu na wysoki deficyt finansów publicznych. Resort miał wcześniej skłaniać się ku temu, aby pensje w budżetówce rosły w tempie zbliżonym do prognozowanej inflacji. W oficjalnych wieloletnich założeniach makroekonomicznych na lata 2026-2030 rząd zakłada średnioroczną inflację na poziomie 2,5 proc. zarówno w 2026 r., jak i w 2027 r.

KPRM w komunikacie dotyczącym tych założeń wskazała: „Inflacja wyniesie średnio 2,5% w 2026 r. i 2027 r.”. Ten parametr jest kluczowy, bo pokazuje, czy planowana podwyżka będzie tylko wyrównaniem wzrostu cen, czy realnym wzrostem wynagrodzeń.

Przy 3-procentowej podwyżce i inflacji 2,5 proc. realny wzrost płac w budżetówce byłby niewielki. Dla pracowników oznaczałoby to utrzymanie siły nabywczej z małą nadwyżką. Dla budżetu państwa taki wariant jest tańszy niż wyższe postulaty płacowe, ale może nie rozwiązać problemów kadrowych w sektorze publicznym.

Resort pracy chciał więcej, związki mogą być niezadowolone

Z informacji Money.pl wynika, że Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wstępnie proponowało 3,7 proc. wzrostu. Taki poziom byłby spójny z rekomendacją dotyczącą płacy minimalnej na 2027 r. Resort pracy wcześniej informował, że będzie rekomendował minimalne wynagrodzenie w wysokości 4986 zł oraz minimalną stawkę godzinową 32,60 zł. Oznaczałoby to wzrost odpowiednio o 180 zł, czyli 3,7 proc., oraz o 1,20 zł, czyli 3,8 proc., o czym informowała PAP Biznes.

Niższy wskaźnik dla budżetówki może ponownie wywołać napięcia w rozmowach ze stroną społeczną. W 2025 r. spór o 3-procentowe podwyżki na 2026 r. był krytykowany przez organizacje związkowe. Wprost przypominał, że Forum Związków Zawodowych oczekiwało wtedy co najmniej 5 proc. wzrostu płac, argumentując, że niższy wskaźnik nie rekompensuje wcześniejszej utraty siły nabywczej.

Rządowy projekt dotyczący średniorocznych wskaźników wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej na 2027 r. znajduje się już w wykazie prac KPRM. Za jego przygotowanie odpowiada Minister Finansów i Gospodarki, a osobą odpowiedzialną za opracowanie projektu jest wiceminister Jurand Drop.

Dlaczego 3 proc. ma znaczenie dla całego budżetu?

Podwyżki w budżetówce to nie tylko temat płacowy – to także jedna z ważnych pozycji w planowaniu finansów państwa. Wzrost wynagrodzeń obejmuje administrację, część służb, urzędy, instytucje publiczne oraz jednostki finansowane z budżetu. Każdy dodatkowy punkt procentowy oznacza wyższe wydatki stałe, które trzeba uwzględnić w projekcie ustawy budżetowej.

Rząd działa przy jednoczesnej presji na ograniczanie deficytu i przy wysokich kosztach obsługi długu. To tłumaczy ostrożność Ministerstwa Finansów. Z drugiej strony zbyt niskie podwyżki mogą pogłębiać problem odpływu pracowników z sektora publicznego do prywatnego, zwłaszcza tam, gdzie wynagrodzenia państwowe coraz słabiej konkurują z rynkiem.

W oficjalnych założeniach makroekonomicznych rząd przewiduje, że w 2027 r. przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej wzrośnie nominalnie o 5,6 proc. i realnie o 3,0 proc. To oznacza, że planowane 3 proc. dla budżetówki byłoby niższe od prognozowanego nominalnego wzrostu płac w całej gospodarce.

Czytaj także:

Hossa zagrożona? Bank of America mówi: sprzedaj

Optymistyczna prognoza dla polskiej gospodarki. Ma być lepiej niż sądzono

Czołowy deweloper wraca na giełdę. Robyg rusza z IPO

Oceń ten artykuł: