
Ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie, zakłady przemysłowe i infrastrukturę naftową nie zatrzymują jeszcze machiny wojennej Kremla, ale zwiększają koszt jej działania. Rosja wciąż ma pieniądze na dalszą wojnę, jednak coraz wyraźniej finansuje ją kosztem budżetu, firm cywilnych i obywateli. Widać to w danych o dochodach z ropy i gazu, wydatkach federalnych, wysokich stopach procentowych oraz słabnącym tempie wzrostu gospodarki.
Ukraina uderza w zaplecze wojny
W ostatnich dniach Ukraina przeprowadziła serię ataków w głębi Rosji. Celem były m.in. zakłady przemysłowe oraz obiekty infrastruktury naftowej w Moskwie i obwodzie moskiewskim. Interia, powołując się na Instytut Studiów nad Wojną, podała, że uderzenia objęły m.in. zakład produkujący mikroelektronikę do broni precyzyjnej, rafinerię ropy oraz infrastrukturę lotniskową. Rosyjskie władze przyznały też, że czasowo ograniczano ruch w przestrzeni powietrznej, a część lotów była opóźniona lub przekierowana.
Znaczenie tych ataków jest szersze niż same szkody materialne. Ukraina pokazuje, że może przenosić koszty wojny na rosyjskie zaplecze: przemysł, logistykę, transport, rafinerie i system obrony powietrznej. ISW ocenił, że seria uderzeń udowodniła, iż Kreml „nadal nie jest w stanie skutecznie bronić rosyjskiej stolicy”. To uderza nie tylko w propagandowy obraz bezpieczeństwa, ale też w finanse państwa, bo Moskwa musi wydawać więcej na ochronę własnej infrastruktury.
Today, Ukraine launched the largest attack on Moscow since the Second World War.
Several targets were hit in the capital city pic.twitter.com/27xlwtxKjH
— Visegrád 24 (@visegrad24) May 17, 2026
Dochody z ropy i gazu mocno spadły
Największy problem Kremla polega na tym, że ataki Ukrainy nakładają się na słabsze wpływy z sektora surowcowego. Według danych rosyjskiego Ministerstwa Finansów, cytowanych przez TASS, dochody budżetu federalnego z ropy i gazu w okresie styczeń-kwiecień 2026 r. wyniosły 2,298 bln rubli. To o 38,3 proc. mniej niż rok wcześniej i poniżej poziomu bazowego zakładanego na ten okres.
Jednocześnie wydatki państwa rosną. W pierwszych czterech miesiącach 2026 r. dochody budżetu federalnego wyniosły 11,7 bln rubli, czyli o 4,5 proc. mniej rok do roku. Wydatki sięgnęły natomiast 17,6 bln rubli i były o 15,7 proc. wyższe niż rok wcześniej. Różnica między dochodami a wydatkami pokazuje skalę napięcia: Rosja może nadal finansować wojnę, ale robi to przy coraz większej dziurze w finansach publicznych.
To ważne, bo ropa i gaz przez lata były dla Kremla podstawowym źródłem stabilności budżetowej. Jeśli wpływy z tego sektora maleją, władze są zmuszone szukać pieniędzy gdzie indziej: w podatkach, długu krajowym, funduszach rezerwowych i cięciach w mniej priorytetowych obszarach.
Rosja ma pieniądze, ale są coraz droższe
Odpowiedź na pytanie, czy Rosję stać na dalszą wojnę, nie jest zero-jedynkowa. Tak, Kreml wciąż ma środki, żeby kontynuować działania militarne. Państwo ma niski dług publiczny w relacji do PKB, kontroluje banki, może zwiększać podatki i kierować kredyt do sektorów uznanych za strategiczne. To oznacza, że scenariusz nagłego finansowego załamania jest mało prawdopodobny.
Ale te pieniądze są coraz droższe politycznie i gospodarczo. AP zwraca uwagę, że spadek dochodów z ropy i gazu zmusza Kreml do podnoszenia podatków oraz większego zadłużania się w rosyjskich bankach. Janis Kluge ocenił, że Moskwa martwi się bilansem budżetu, bo spowolnienie gospodarki zbiega się z kosztami wojny, które nie maleją.
W praktyce oznacza to coraz większą militaryzację finansów państwa. Pieniądze kierowane do armii i przemysłu obronnego nie trafiają do wielu cywilnych branż. Firmy niezwiązane z wojną mają trudniejszy dostęp do kapitału, inwestycje są słabsze, a wysokie stopy procentowe ograniczają kredyt.
Gospodarka hamuje, a stopy pozostają wysokie
Rosyjski bank centralny obniżył w kwietniu stopę kluczową do 14,5 proc., ale to nadal bardzo wysoki poziom. Bank Rosji przyznał, że gospodarka w I kwartale 2026 r. spowolniła, aktywność inwestycyjna pozostaje osłabiona, a wzrost popytu konsumpcyjnego hamuje. Roczna inflacja według danych banku centralnego wynosiła 5,7 proc. na 20 kwietnia 2026 r.
To pokazuje koszt wojennego modelu gospodarki. Z jednej strony państwo pompuje pieniądze w zbrojenia, zamówienia wojskowe i przemysł obronny, jednak z drugiej bank centralny musi trzymać wysokie stopy, żeby ograniczać inflację. Taki układ uderza w kredyt, inwestycje i zwykłych konsumentów.
Czy poziom życia w Rosji spada?
Nie widać jednego gwałtownego załamania poziomu życia w całym kraju, bo wojna tworzy też sztuczne źródła dochodu. Część Rosjan korzysta z pracy w sektorze obronnym, dodatków wojskowych, wysokich wynagrodzeń w regionach związanych z produkcją zbrojeniową i niskiego bezrobocia. To jednak nie oznacza zdrowej poprawy standardu życia.
Presja przenosi się na obywateli innymi kanałami: wyższymi podatkami, droższym kredytem, inflacją, słabszą dostępnością towarów i ograniczonymi inwestycjami w cywilną gospodarkę. AP podawała, że rosyjskie władze podniosły VAT z 20 do 22 proc. i zwiększyły obciążenia dotyczące m.in. importu samochodów, papierosów i alkoholu. Takie decyzje pomagają budżetowi, ale mogą osłabiać konsumpcję i pogarszać sytuację gospodarstw domowych.
Rosja może walczyć dalej, ale ma coraz mniej komfortu
Ataki Ukrainy na rosyjskie zaplecze nie są jedyną przyczyną problemów budżetowych Kremla. Najważniejsze są łącznie: spadek dochodów z ropy i gazu, sankcje, wysokie koszty wojny i przeciążenie gospodarki zamówieniami wojskowymi. Ukraińskie uderzenia wzmacniają jednak ten efekt, bo trafiają w infrastrukturę, która ma znaczenie dla przemysłu, logistyki i eksportu surowców.
Należy jednak podkreślić, że Rosja nadal ma pieniądze na wojnę – nie jest na progu bankructwa i może utrzymywać wysokie wydatki wojskowe jeszcze przez dłuższy czas. Różnica polega na tym, że każdy kolejny miesiąc konfliktu wymaga coraz większych poświęceń w innych częściach gospodarki. Kreml może finansować front, ale coraz trudniej robić to bez kosztów dla budżetu, firm i obywateli.