
Polska podpisała umowę pożyczki z unijnego programu SAFE i ma otrzymać 43,7 mld euro, czyli ponad 180 mld zł, na wydatki obronne. Rząd zapowiada, że 89 proc. środków ma trafić do polskiego przemysłu zbrojeniowego i firm współpracujących z armią. Na liście potencjalnych beneficjentów są m.in. PGZ, WB Electronics, ICEYE Polska, Lubawa, Creotech Instruments i Cognor.
Polska pierwsza podpisała umowę SAFE
Umowę pożyczki podpisano 8 maja w Warszawie. Polska jest pierwszym z 19 państw UE ubiegających się o finansowanie z SAFE, które sfinalizowało dokumenty z Komisją Europejską. Po stronie Polski podpisali je przedstawiciele rządu i Banku Gospodarstwa Krajowego, a po stronie unijnej komisarze Piotr Serafin i Andrius Kubilius.
Pieniądze mają zasilić Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych. Pożyczka ma maksymalny okres 45 lat i 10-letnią karencję w spłacie kapitału. Ministerstwo Finansów podkreśla, że takie finansowanie ma być tańsze niż emisja długu przez Skarb Państwa lub BGK na warunkach rynkowych. Według ministra finansów Andrzeja Domańskiego oszczędności dla finansów publicznych mogą sięgnąć 80 mld zł.
43,7 mld euro i ponad 120 projektów
Skala programu jest największa w historii unijnych instrumentów obronnych dla Polski. Chodzi o 43,7 mld euro, czyli ponad 180 mld zł, które mają zostać przeznaczone na zakupy uzbrojenia, projekty technologiczne i rozbudowę potencjału krajowego przemysłu. Według rządu pierwsza zaliczka ma wynieść 6,5 mld euro, czyli około 27,5 mld zł.
Radar.rp.pl podaje, że środki mają objąć ponad 120 projektów związanych z obronnością, a pieniądze trzeba wykorzystać do 2030 r. To oznacza, że kluczowy etap dopiero się zaczyna: sama umowa otwiera finansowanie, ale realny wpływ na firmy zależy od tempa podpisywania kontraktów przez Agencję Uzbrojenia i inne instytucje odpowiedzialne za zakupy.
Kto może skorzystać z SAFE?
Najbardziej oczywistym beneficjentem jest Polska Grupa Zbrojeniowa, ale lista firm i branż jest szersza. PAP Biznes w tym kontekście wymienia m.in. WB Electronics, Creotech Instruments, Cognor, ICEYE Polska i Lubawę. To pokazuje, że pieniądze nie trafią wyłącznie do klasycznych producentów uzbrojenia, ale także do firm technologicznych, kosmicznych, stalowych, elektronicznych i dostarczających wyposażenie dla wojska.
🇵🇱 Giełdowe spółki Creotech Instruments, Cognor i Lubawa wśród beneficjentów programu #SAFE.
Lista: https://t.co/sgRbaQcTsl pic.twitter.com/S7Dyli2lal
— macroNEXT (@Macronextcom) May 18, 2026
Osobne znaczenie ma zaplecze podwykonawców. Wspólne oświadczenie dotyczące SAFE podpisały m.in. PGZ, Grupa WB, ICEYE, Teldat, Wielton, Ponar, APS, AMZ-Kutno, Radiotechnika, Lubawa i Transbit. Firmy oceniły, że wdrożenie mechanizmu oznacza „radykalne zwiększenie produkcji obronnej”.
To ważne także dla gospodarki poza samą zbrojeniówką. Zamówienia obronne mogą przełożyć się na popyt na stal, elektronikę, pojazdy specjalistyczne, systemy łączności, rozwiązania antydronowe, oprogramowanie, satelity, logistykę i prace badawczo-rozwojowe.
Rząd stawia na polskie firmy
Premier Donald Tusk zapowiedział, że 89 proc. pieniędzy z SAFE ma trafić do polskich firm zbrojeniowych. Jak mówił podczas podpisania umowy, środki zostaną przeznaczone na bezpieczeństwo, krajowy przemysł i możliwości technologiczne.
To najważniejsza informacja dla przedsiębiorstw. Jeżeli zapowiedź zostanie utrzymana w kontraktach, SAFE może oznaczać wieloletni portfel zamówień dla krajowych producentów i dostawców. Jeśli jednak duża część zakupów zostanie skierowana za granicę, efekt dla polskiej gospodarki będzie słabszy, nawet przy tej samej skali finansowania.
Wątpliwości ws. SAFE
Opozycja wskazuje jednak, że SAFE nie jest bezzwrotną dotacją, lecz wieloletnią pożyczką, która zwiększy zadłużenie państwa i będzie spłacana przez kolejne dekady. PiS oraz Pałac Prezydencki podnosiły przede wszystkim kwestie przejrzystości wydatkowania pieniędzy, ryzyka politycznej warunkowości ze strony Komisji Europejskiej oraz braku pełnej, publicznej listy projektów, na które ma trafić finansowanie. Politycy opozycji domagali się też gwarancji, że zapowiadana większość środków rzeczywiście zostanie wydana w polskim przemyśle zbrojeniowym, a pieniądze z SAFE nie zastąpią krajowych wydatków z Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych.
Teraz najważniejsze będą konkretne umowy. Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz ocenił, że Agencję Uzbrojenia czeka „olbrzymia praca”, bo to ona będzie musiała przełożyć program na zamówienia.