
Iran wrócił w centrum uwagi światowych rynków po najpoważniejszej wymianie ognia z Izraelem od czasu kwietniowego zawieszenia broni. W ciągu ostatniej doby Teheran przeprowadził kilka fal ataków rakietowych na Izrael, Izrael odpowiedział uderzeniami w cele w Iranie, a Donald Trump publicznie wezwał obie strony do natychmiastowego przerwania ostrzału. Ropa Brent najpierw skoczyła w okolice 98 dolarów za baryłkę, a giełdy w Azji i Europie zareagowały spadkami.
Iran i Izrael wymieniły ciosy. To najpoważniejszy kryzys od kwietnia
Napięcie eskalowało w nocy z 7 na 8 czerwca. Według Associated Press Iran wystrzelił w kierunku Izraela fale pocisków, a Izrael odpowiedział atakami na cele w centralnym i zachodnim Iranie. Była to pierwsza bezpośrednia wymiana ognia między stronami od czasu zawieszenia broni wynegocjowanego przez USA dwa miesiące wcześniej.
AP podała, że irańska telewizja państwowa informowała o eksplozjach w Teheranie i innych miastach. Iran zamknął przestrzeń powietrzną wokół lotniska im. Imama Chomeiniego w Teheranie. Półoficjalne agencje Fars i Mehr przekazały, że izraelskie uderzenia objęły m.in. zakład petrochemiczny w Mahszahrze. Izraelska armia potwierdziła atak, twierdząc, że celem były instalacje produkujące materiały wykorzystywane w programie rakiet balistycznych.
Równolegle konflikt zaczął obejmować kolejne fronty. Sky News informował, że wspierani przez Iran Huti z Jemenu zaatakowali izraelską Jaffę i zapowiedzieli zakaz żeglugi statków powiązanych z Izraelem na Morzu Czerwonym. To ważne gospodarczo, bo ryzyko dla szlaków morskich natychmiast przekłada się na koszty transportu, ubezpieczenia i ceny surowców.
Trump wezwał do zatrzymania ognia, ale porozumienie wciąż jest odległe
W reakcji na najnowszą wymianę uderzeń Donald Trump zaapelował w mediach społecznościowych: „Izrael i Iran muszą natychmiast przestać strzelać”. Prezydent USA napisał też, że „obie strony, Izrael i Iran, chcą natychmiastowego zawieszenia broni”, a końcowe rozmowy pokojowe trwają.
Problem polega na tym, że z komunikatów płynących z regionu wynika raczej krucha pauza niż realny przełom. Sky News podał, że Trump rozmawiał z Benjaminem Netanjahu i miał namawiać izraelskiego premiera, by nie odpowiadał na pierwsze irańskie uderzenia. Jednocześnie według relacji Sky prezydent USA miał stwierdzić, że „nie jest zadowolony” z ataków Teheranu, ale nie powinny one wykoleić rozmów.
Po irańskiej stronie ton również był dwutorowy. Prezydent Iranu Masoud Pezeshkian napisał, że priorytetem Teheranu jest „bezpieczeństwo narodowe i pokój naszego narodu”, ale dodał: „Nie opuściliśmy ani pola walki, ani stołu negocjacyjnego”. To sygnał, że Iran chce zostawić sobie przestrzeń zarówno do rozmów, jak i do dalszej presji militarnej.
Wcześniej irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi mówił, że rozmowy z USA nie przyniosły postępu, choć kanały komunikacji pozostają otwarte. To wzmacnia tezę, że polityczny dystans między Waszyngtonem a Teheranem pozostaje duży, nawet jeśli obie strony próbują uniknąć pełnowymiarowej wojny.
Eksperci: to nie wygląda na bliskie porozumienie
Sceptycznie do deklaracji o szybkim pokoju odniósł się prof. Michael Clarke, analityk wojskowy Sky News. Ocenił on, że Trump „traci wpływ” na rozwijający się kryzys, a jego twierdzenia o bliskim porozumieniu są przesadzone. – To wszystko amatorska dyplomacja – powiedział Clarke w Sky News.
Ekspert wskazał, że rozmowy telefoniczne i komunikaty w mediach społecznościowych nie muszą oznaczać realnego uzgodnienia stanowisk. Jak dodał, każda strona może wychodzić z rozmowy z inną wersją tego, co właściwie zostało ustalone. Clarke zwrócił też uwagę, że Iran, ograniczając skalę kolejnych uderzeń, mógł przerzucać ciężar decyzji na Izrael. – Mają mnóstwo rakiet, których mogliby użyć. Fakt, że tego nie robią, wskazywałby, że odsyłają piłkę na stronę Izraela – oceniał analityk.
To ważna uwaga, bo rynki finansowe nie reagują wyłącznie na sam fakt ostrzału, ale także na prawdopodobieństwo jego kontynuacji. Jeżeli Iran zatrzymuje ataki tylko warunkowo, a Izrael zastrzega sobie prawo do kolejnych uderzeń, premia za ryzyko pozostaje w cenach ropy, gazu, frachtu i aktywów bezpiecznych.
Ropa skoczyła, giełdy cofnęły się, inwestorzy uciekali od ryzyka
Najmocniejsza reakcja gospodarcza pojawiła się na rynku ropy. Według relacji Guardiana Brent wzrósł w poniedziałek niemal do 98 dolarów za baryłkę, a następnie cofnął się w okolice 94,6 dolara po informacji, że Iran kończy bieżące operacje przeciwko Izraelowi. Zmienność była więc bardzo duża i pokazała, że rynek błyskawicznie wycenia nawet częściowe ryzyko przerwania dostaw.
Kluczowa pozostaje cieśnina Ormuz. AP przypomina, że w czasie rozejmu Iran utrzymywał kontrolę nad tym szlakiem, ważnym dla światowego handlu ropą i gazem. Goldman Sachs wskazywał wcześniej, że przez Ormuz przepływa około jedna piąta światowej podaży ropy i LNG, a ceny energii zależą przede wszystkim od skali oraz długości ewentualnych zakłóceń.
Daan Struyven, współdyrektor Global Commodities Research w Goldman Sachs, pisał, że ceny ropy mogą wzrosnąć znacznie mocniej, jeżeli rynek zażąda premii za ryzyko trwalszych zakłóceń podaży. W scenariuszach Goldmana pełne miesięczne wstrzymanie przepływów przez Ormuz mogłoby podnieść ceny nawet o 15 dolarów za baryłkę, jeśli nie byłoby skutecznych działań łagodzących.
Na giełdach reakcja była widoczna szczególnie w Azji. The Guardian informował, że południowokoreański KOSPI tracił prawie 9 proc., co doprowadziło do czasowego wstrzymania handlu. Japonia, Europa i amerykańskie kontrakty terminowe reagowały jednocześnie na dwa ryzyka: napięcia wokół Iranu oraz wcześniejszą przecenę spółek technologicznych powiązanych z AI.
Czytaj także:
Migranci niezbędni dla polskiej gospodarki? W tych branżach brakuje rąk do pracy
Czołowy deweloper wraca na giełdę. Robyg rusza z IPO
UE chce wprowadzić podatek od kryptowalut. Jest nowy projekt