
Polski rynek pracy szybko zmienia swoją pozycję kosztową na tle Europy. Jak podał Bankier.pl, ekonomiści Banku Pekao wskazali, że wynagrodzenia w Polsce liczone w euro podwoiły się w ciągu pięciu lat i potroiły w dekadę. To dobra informacja dla pracowników, ale jednocześnie wyzwanie dla firm, które coraz trudniej mogą opierać konkurencyjność wyłącznie na niższych kosztach pracy
Polski rynek pracy coraz droższy w euro
Ekonomiści Banku Pekao zwrócili uwagę na zmianę, która dobrze pokazuje skalę awansu dochodowego Polski w ostatnich latach. Jak napisali w analizie przywołanej przez Bankier.pl: „W przeliczeniu na euro, płace w Polsce podwoiły się w pięć lat i potroiły w dekadę”.
To nie jest wyłącznie efekt rosnących wynagrodzeń nominalnych w złotych. Znaczenie ma także kurs walutowy. Jeżeli pensje w kraju rosną, a złoty jednocześnie nie traci wyraźnie wobec euro, wynagrodzenia przeliczone na wspólną europejską walutę rosną jeszcze szybciej. Taki wskaźnik jest ważny przy porównaniach międzynarodowych, dla pracowników myślących o emigracji, firm eksportowych oraz inwestorów oceniających koszty prowadzenia działalności w Polsce.
Z perspektywy gospodarstw domowych oznacza to większą siłę nabywczą poza krajem. Zagraniczne wakacje, zakupy w euro czy wydatki ponoszone podczas podróży stają się relatywnie mniej obciążające niż kilka lat temu. Nie oznacza to jednak automatycznie, że każdy pracownik odczuwa równie silną poprawę sytuacji. W codziennym budżecie ważniejsze pozostają ceny w Polsce, koszty mieszkań, raty kredytów, energia, żywność i usługi.
Wyższe wynagrodzenia to presja na marże firm
Dla przedsiębiorstw szybki wzrost płac w euro ma drugą stronę. Polska przez lata przyciągała część inwestycji dzięki relatywnie niskim kosztom pracy przy coraz lepszej jakości kadr. Ten argument nie znika, ale staje się słabszy. Im szybciej rosną wynagrodzenia w ujęciu walutowym, tym większe znaczenie mają produktywność, automatyzacja, organizacja pracy i specjalizacja.
Najbardziej wrażliwe są branże, które konkurują przede wszystkim ceną. Dotyczy to części przemysłu, prostszych usług dla biznesu, logistyki, podwykonawstwa oraz firm działających na niskich marżach. Jeżeli koszty pracy rosną szybciej niż wydajność, przedsiębiorstwa mają ograniczony wybór: podnoszą ceny, ograniczają zatrudnienie, inwestują w technologię albo przenoszą część procesów tam, gdzie koszty są niższe.
Dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że presja płacowa nie zniknęła, choć tempo zmian nie jest jednolite. W kwietniu 2026 r. przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 9530,74 zł. Było o 5,4 proc. wyższe niż rok wcześniej, ale o 1,3 proc. niższe niż w marcu. Jednocześnie przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było o 0,9 proc. niższe niż w kwietniu 2025 r. To sygnał, że polski rynek pracy pozostaje kosztowny, ale firmy ostrożniej podchodzą do zwiększania liczby etatów.
Polska nie musi być najtańsza, ale musi być bardziej produktywna
Wzrost płac sam w sobie nie jest problemem. Jest naturalnym elementem doganiania bogatszych gospodarek. Kłopot pojawia się wtedy, gdy wynagrodzenia rosną szybciej niż wartość wytwarzana przez pracownika. Wtedy firmy tracą konkurencyjność, a gospodarka może wejść w etap, w którym coraz trudniej utrzymać szybkie tempo wzrostu bez poprawy produktywności.
Dla Polski oznacza to konieczność przesuwania się w stronę bardziej zaawansowanych usług i produkcji. Niższe koszty pracy nie mogą być głównym argumentem rozwojowym, jeśli płace wyrażone w euro tak szybko zbliżają się do poziomów znanych z bogatszych państw Unii Europejskiej. Ważniejsze stają się kompetencje, infrastruktura, stabilność regulacyjna, dostęp do energii, sprawność administracji i jakość inwestycji.
To szczególnie istotne dla eksporterów. Jeżeli firma sprzedaje towary za granicę w euro, a znaczną część kosztów ponosi w Polsce, wzrost płac w euro ogranicza bufor konkurencyjny. Silniejszy złoty może poprawiać sytuację konsumentów i importerów, ale jednocześnie pogarszać warunki firm, które zarabiają na sprzedaży zagranicznej.
Pracownicy zyskują, ale różnice dochodowe nadal są duże
Szybki wzrost wynagrodzeń w euro nie oznacza, że Polska dogoniła kraje Europy Zachodniej. Różnica w poziomie płac nadal jest znacząca, zwłaszcza w porównaniu z Niemcami, Danią, Holandią czy Irlandią. Zmienia się jednak kierunek dyskusji. Coraz częściej pytanie nie brzmi, czy Polska jest tania, ale czy wyższe koszty pracy idą w parze z wyższą jakością, innowacyjnością i wydajnością.
Dla pracowników to ważna zmiana psychologiczna i ekonomiczna. Pensja liczona w euro lepiej pokazuje, jak polskie dochody wyglądają na tle Europy. Ma to znaczenie dla migracji, decyzji o pracy za granicą i oceny atrakcyjności krajowego rynku pracy. Jeżeli różnica między wynagrodzeniem w Polsce i za granicą maleje, presja emigracyjna może być słabsza, szczególnie w zawodach specjalistycznych.
Jednocześnie przeciętne dane nie opisują sytuacji wszystkich zatrudnionych. Inaczej wygląda pozycja pracownika IT, finansów czy przemysłu wysokomarżowego, a inaczej osoby pracującej w usługach lokalnych, handlu lub gastronomii. W wielu gospodarstwach domowych wzrost wynagrodzeń wciąż zderza się z wysokimi kosztami życia.
Czytaj także:
Hossa zagrożona? Bank of America mówi: sprzedaj
Optymistyczna prognoza dla polskiej gospodarki. Ma być lepiej niż sądzono
Czołowy deweloper wraca na giełdę. Robyg rusza z IPO