
Promocje u deweloperów znów stały się widoczne w ofertach rynku pierwotnego. Od 8 czerwca w serwisach z nowymi mieszkaniami pojawiły się rabaty sięgające ponad 100 tys. zł, ale dotyczą one wybranych lokali, konkretnych lokalizacji i ograniczonych terminów. To nie jest jeszcze sygnał masowej obniżki cen mieszkań, lecz raczej dowód, że deweloperzy coraz częściej używają promocji jako narzędzia sprzedażowego w bardziej wymagającym otoczeniu rynkowym.
Promocje u deweloperów: rabaty przekraczają 100 tys. zł
Zestawienie aktualnych ofert specjalnych na RynekPierwotny.pl pokazuje, że część promocji obowiązuje od 8 czerwca 2026 r. i została zaplanowana do końca miesiąca. Wśród widocznych propozycji są rabaty w dużych miastach, m.in. do 130 tys. zł we Wrocławiu, 112 tys. zł w Warszawie i 137 tys. zł w Krakowie. W innych lokalizacjach pojawiają się obniżki rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych, a także bonusy obejmujące miejsce postojowe, pakiety wyposażenia lub dodatkowe elementy związane z zakupem lokalu.
Takie kwoty robią wrażenie, ale trzeba je czytać ostrożnie. Rabat „do” określonej wysokości nie oznacza, że każdy lokal w inwestycji jest przeceniony o podobną kwotę. Najczęściej promocje obejmują wybraną pulę mieszkań, określony metraż, konkretne układy lub lokale, które deweloper chce sprzedać szybciej. Część ofert dotyczy także mieszkań gotowych do odbioru albo takich, które z różnych powodów dłużej pozostają w sprzedaży.
Promocje u deweloperów nie muszą więc oznaczać formalnej korekty cenników. Czasem są sposobem na utrzymanie oficjalnych cen metra kwadratowego przy jednoczesnym zwiększeniu elastyczności negocjacyjnej. Dla kupującego ważna jest nie tylko kwota rabatu, ale realna cena końcowa, standard lokalu, termin odbioru, koszty miejsca postojowego, komórki lokatorskiej oraz opłaty, które pojawią się po podpisaniu umowy.
Rynek pierwotny jest bardziej konkurencyjny, ale nie tani
Szerszy kontekst pokazuje, że deweloperzy działają dziś na rynku bardziej zrównoważonym niż w czasie największego boomu kredytowego. Oferta jest szeroka, popyt odbudował się po wcześniejszym spowolnieniu, ale kupujący nadal są wrażliwi na cenę, wysokość rat i zdolność kredytową.
Według danych BIK wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w kwietniu 2026 r. była o 29,8 proc. wyższa niż rok wcześniej. O kredyt wnioskowało 42,28 tys. osób, a średnia kwota wnioskowanego finansowania wyniosła 500,41 tys. zł. Dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK, oceniał, że „nie oznacza to jednak osłabienia popytu”. Zwracał jednocześnie uwagę, że liczba wnioskujących po bardzo mocnym marcu spadła.
Deweloperzy widzą więc klienta, ale nie zawsze klienta gotowego zaakceptować każdą cenę. Przy wysokich cenach mieszkań nawet niewielka zmiana kosztu finansowania, wkładu własnego albo ceny miejsca postojowego może przesądzić o decyzji zakupowej. Promocje stają się wtedy narzędziem domykania transakcji, a niekoniecznie zapowiedzią głębokiej przeceny całego rynku.
Ceny mieszkań stabilizują się, ale koszty nadal ograniczają spadki
Dane o rynku pierwotnym nie pokazują gwałtownego załamania cen. Według RynekPierwotny.pl w maju 2026 r. średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań w Polsce wynosiła 15 422 zł, czyli była o 5 proc. wyższa niż rok wcześniej. Średnia cena ofertowa mieszkania wyniosła 816 676 zł, o 6 proc. więcej rok do roku, przy liczbie ofert na poziomie 84 946.
Jednocześnie część rynków lokalnych weszła w fazę większej selektywności. Kupujący porównują inwestycje, lokalizacje i całkowity koszt zakupu, a promocje u deweloperów zwiększają presję na przejrzystość cen. Znaczenie ma też ustawa o jawności cen mieszkań. Jak wyjaśnia RynekPierwotny.pl, przy zmianie ceny deweloper musi aktualizować informacje i udostępniać historię wcześniejszych cen. To ułatwia klientom ocenę, czy promocja jest rzeczywistą obniżką, czy tylko zmianą sposobu prezentacji oferty.
Na ceny nadal wpływają koszty budowy, finansowania, gruntów i nowych regulacji. W analizie CBRE dotyczącej rynku mieszkaniowego w 2026 r. wskazano, że kupujący mają szeroki wybór, ale nie powinni zakładać powszechnych przecen. „Ci, którzy liczyli na gwałtowne spadki cen, muszą jednak zmierzyć się z rzeczywistością” – podkreślono w analizie autorstwa Agnieszki Mikulskiej, Associate Director, Research w CBRE.
Deweloperzy mają pozwolenia, ale ostrożniej zaczynają budowy
Promocje trzeba też czytać przez pryzmat podaży. Dane GUS pokazują, że w okresie styczeń-kwiecień 2026 r. liczba mieszkań, na które wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym, wzrosła o 15,8 proc. rok do roku, do 95 tys. Jednocześnie liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto, spadła o 1,9 proc., do 74,3 tys. Na koniec kwietnia w budowie pozostawało 852,5 tys. mieszkań.
To oznacza, że potencjał inwestycyjny istnieje, ale deweloperzy mogą elastycznie zarządzać tempem wprowadzania projektów. Przy niepewnym popycie i wysokich kosztach finansowania łatwiej jest uruchomić krótką promocję na wybrane lokale niż trwale obniżyć ceny w całej inwestycji. Taka strategia pozwala pobudzić sprzedaż bez wysyłania rynkowi sygnału, że cenniki będą szeroko korygowane.
Dla klientów oznacza to więcej pola do negocjacji, ale nie zawsze wprost przy cenie metra kwadratowego. Przestrzeń do rozmów może dotyczyć harmonogramu płatności, miejsca postojowego, komórki lokatorskiej, pakietu wykończeniowego, kosztów notarialnych albo warunków rezerwacji.
Czytaj także:
Koszty obsługi długu Polski prawie najwyższe w UE. Gorzej jest tylko w jednym kraju
Podwyżki w budżetówce w 2027 r. Są przecieki z ministerstwa finansów
Polski rynek pracy stał się drogi? Analitycy alarmują