• Według GUS pod koniec 2025 roku w Polsce pracowało ponad 1,14 mln cudzoziemców, ale rzeczywista liczba może być znacznie wyższa.
  • Na 10 tys. pracowników przypada w Polsce tylko 80 robotów przemysłowych, podczas gdy w Niemczech jest ich 449.
  • Zaledwie 8,4 proc. polskich przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 10 osób korzystało w 2025 roku z technologii AI.

Koszty pracy zakończyły okres łatwego wzrostu

Przez ponad trzy dekady jednym z najważniejszych źródeł przewagi polskiej gospodarki była stosunkowo tania i łatwo dostępna praca. Niskie wynagrodzenia przyciągały zagraniczne inwestycje, wspierały eksport i pozwalały przedsiębiorstwom konkurować ceną.

Model zaczął się wyczerpywać w połowie poprzedniej dekady. Na rynek pracy wkroczyły mniej liczne roczniki, bezrobocie spadło, a pozycja negocjacyjna pracowników wzrosła. Firmy zaczęły coraz silniej odczuwać niedobór kandydatów i rosnące koszty pracy.

Autorzy raportu ING Banku Śląskiego i Europejskiego Kongresu Gospodarczego oceniają, że dalszy wzrost gospodarczy powinien w większym stopniu opierać się na inwestycjach i innowacjach. Praca nie jest już bowiem ani tania, ani łatwo dostępna.

Nie wszystkie przedsiębiorstwa odpowiedziały jednak na tę zmianę modernizacją. Część z nich skupiła się na sprowadzaniu pracowników z krajów, w których oczekiwania płacowe są niższe.

Firmy sprowadzają pracowników z coraz dalszych krajów

Według danych GUS pod koniec 2025 roku pracę w Polsce wykonywało ponad 1,141 mln cudzoziemców. Było ich o 7,2 proc. więcej niż rok wcześniej.

Oficjalne statystyki mogą jednak nie pokazywać całej skali zjawiska. Ekonomiści ING szacują, że poza nimi może pozostawać od 500 tys. do nawet miliona zagranicznych pracowników. Nie musi to w każdym przypadku oznaczać nielegalnego zatrudnienia, lecz może wynikać również z niepełnej rejestracji oraz sposobu zbierania danych.

„Wysoka kreatywność jest w radzeniu sobie z pozyskiwaniem przez polskie firmy taniej pracy” – powiedział Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego, cytowany przez Interię Biznes.

Przedsiębiorstwa, szczególnie z budownictwa, przemysłu, transportu i usług, sięgają już nie tylko po pracowników z Ukrainy czy Białorusi. Rekrutacje prowadzone są również w Azji, Ameryce Południowej i innych odległych regionach świata.

Migracja łagodzi niedobór pracowników i ogranicza presję, jaką rosnące koszty pracy wywierają na firmy. Nie rozwiązuje jednak problemu niskiej produktywności i słabego poziomu automatyzacji.

Polska pozostaje daleko za liderami robotyzacji

W 2024 roku na każde 10 tys. pracowników polskiego przemysłu przypadało zaledwie 80 robotów. Dla porównania w Niemczech było ich 449, w Chinach 567, a w Korei Południowej aż 1220. Dane przytoczone przez ING pochodzą z zestawienia International Federation of Robotics.

Różnica nie tylko pozostaje ogromna, ale w ostatnich latach nie była szybko zmniejszana. Liczba nowych robotów instalowanych w Polsce w latach 2022-2024 spadała. Firmy inwestowały ostrożnie, mimo że wyższe koszty pracy powinny zwiększać opłacalność automatyzacji.

Podobnie wygląda wykorzystanie sztucznej inteligencji. Według Eurostatu w 2025 roku z technologii AI korzystało 8,4 proc. polskich przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 10 osób. Średnia unijna wynosiła 20 proc., a w Danii odsetek sięgał 42 proc. Polska znalazła się na przedostatnim miejscu w Unii Europejskiej, wyprzedzając jedynie Rumunię.

Rosnące koszty pracy mogą być impulsem do rozwoju

Raport pokazuje, że część przedsiębiorstw potrafi wykorzystać rosnące koszty pracy jako impuls do modernizacji. Firmy z sektora usług biznesowych przejmują bardziej zaawansowane zadania, a niektóre zakłady przemysłowe wdrażają technologie zwiększające wydajność i marże.

Problem polega na tym, że takie działania nie stały się jeszcze dominującym modelem. Polskie przedsiębiorstwa nadal relatywnie mało inwestują, ostrożnie korzystają z kredytu i częściej finansują rozwój z własnych środków albo dotacji.

Wartość kredytów dla przedsiębiorstw niefinansowych odpowiadała w połowie 2025 roku niespełna 12 proc. PKB. Był to drugi najniższy wynik w Unii Europejskiej. Niski poziom finansowania ogranicza możliwości prowadzenia większych inwestycji, ekspansji zagranicznej oraz przejmowania konkurentów.

Skumulowana wartość polskich bezpośrednich inwestycji za granicą wynosi około 4,5 proc. PKB. W przypadku Czech jest to 22 proc., a Węgier 21,9 proc. Pokazuje to, że polskim firmom znacznie trudniej niż przedsiębiorstwom z sąsiednich państw wychodzić poza krajowy rynek.

Tania praca nie ochroni firm przed konkurencją z Chin

Sprowadzanie pracowników może na pewien czas ograniczyć koszty pracy i ułatwić realizację zamówień. W dłuższej perspektywie nie zapewni jednak przewagi nad firmami z Chin, które konkurują już nie tylko ceną, ale również jakością, technologią i skalą produkcji.

Dodatkowym zagrożeniem jest pogarszająca się demografia. Według prognoz przytoczonych w raporcie spadek liczby krajowych pracowników może w najbliższych pięciu latach odejmować średnio 0,6 pkt proc. od rocznego tempa wzrostu PKB. Migracja zrekompensuje jedynie część tej straty.

Rosnące koszty pracy stawiają więc polskie firmy przed wyborem. Mogą nadal szukać kolejnych źródeł tańszej siły roboczej albo inwestować w technologie, które zwiększą produktywność. Ekonomiści ING ostrzegają, że dalsze utrzymywanie dotychczasowego modelu oznacza ryzyko utraty jednej z najważniejszych szans rozwojowych polskiej gospodarki.

Czytaj także:

Remont Sali Kongresowej miał kosztować 45 mln zł. Warszawa zapłaci ponad 10 razy tyle

Pomoc dla Ukraińców ma zostać rozszerzona. Nowe przepisy to koszt blisko 100 mln zł

Fabryki znów zaczęły zatrudniać. PMI dla Polski zaskoczył ekonomistów