- 50 proc. rodziców przyznaje, że w ostatnim roku publikowało w internecie zdjęcia, filmy lub informacje dotyczące swoich dzieci.
- Co piąte dziecko deklaruje, że czuło się zawstydzone treściami zamieszczonymi przez rodziców.
- Aż 92 proc. dzieci uważa, że powinno mieć wpływ na decyzję o publikacji swojego wizerunku w sieci.
Zdjęcia dzieci w internecie publikuje połowa rodziców
Z raportu T-Mobile Polska „Status: Udostępnione – skala i charakterystyka sharentingu w Polsce” wynika, że 50 proc. badanych rodziców w ciągu ostatniego roku opublikowało w internecie zdjęcie, film albo inną informację dotyczącą swojego dziecka. Zjawisko określane jest mianem sharentingu, czyli publikowania przez rodziców i opiekunów materiałów dotyczących dzieci poza kręgiem najbliższej rodziny.
Najczęściej nie chodzi przy tym o zdobywanie popularności w mediach społecznościowych. Połowa rodziców deklaruje, że udostępnia treści, aby zachować wspomnienia, a 47 proc. chce w ten sposób dzielić się ważnymi chwilami z bliskimi. Zwiększanie zasięgów profilu wskazało jako motywację jedynie 9 proc. ankietowanych.
Nie wszystkie publikacje trafiają jednak wyłącznie do znajomych. Według danych przywołanych przez T-Mobile 24 proc. ankietowanych udostępnia materiały dotyczące dzieci publicznie. Oznacza to, że potencjalny krąg odbiorców nie musi ograniczać się do rodziny czy osób znanych rodzicowi.
Dzieci patrzą na sharenting inaczej niż rodzice
Największa różnica dotyczy oceny konsekwencji takich publikacji. Według raportu co piąte dziecko przyznaje, że czuło się zawstydzone treściami opublikowanymi przez rodziców. Dorośli dostrzegają ten problem dwukrotnie rzadziej.
Jeszcze bardziej wyraźny obraz pojawia się przy analizie grupy nastolatków, których rodzice publikują ich wizerunek. W tej grupie 32 proc. deklaruje, że odczuwało zawstydzenie lub spotkało się z negatywnymi reakcjami rówieśników w związku z materiałami zamieszczonymi przez rodziców. Jednocześnie aż 92 proc. dzieci uważa, że powinno mieć wpływ na decyzję o publikowaniu ich wizerunku w internecie.
Problem nie ogranicza się więc do samej obecności fotografii w sieci. Materiał, który dla rodzica jest zabawną pamiątką z dzieciństwa, dla nastolatka kilka lat później może stać się źródłem skrępowania albo przedmiotem komentarzy ze strony rówieśników.
Raz opublikowane zdjęcie może zostać wykorzystane inaczej
T-Mobile Polska, Komenda Główna Policji i UNICEF Polska zwracają uwagę również na kwestię bezpieczeństwa. Zdjęcie po publikacji może zostać zapisane przez innych użytkowników, skopiowane, przesłane dalej lub wykorzystane w innym kontekście. Samo późniejsze usunięcie posta nie daje pewności, że wszystkie jego kopie zniknęły z internetu.
Raport pokazuje również, że 6 proc. dzieci twierdzi, iż ich zdjęcie zostało wykorzystane przez obcą osobę. Rozwój narzędzi generatywnej sztucznej inteligencji tworzy dodatkowe możliwości manipulowania fotografiami, tworzenia fałszywych materiałów czy wykorzystywania opublikowanych wcześniej zdjęć do oszustw.
Insp. Robert Kumor, dyrektor Biura Prewencji Komendy Głównej Policji, podkreśla, że „publikowanie wizerunku dziecka to coś znacznie więcej niż kliknięcie”. Policja wskazuje, że każda taka publikacja tworzy cyfrowy ślad, który może funkcjonować w sieci przez wiele lat.
Policja i UNICEF ruszają z kampanią dla rodziców
Nowe dane stały się podstawą ogólnopolskiej kampanii „Status: Udostępnione”, prowadzonej wspólnie przez T-Mobile Polska, Komendę Główną Policji i UNICEF Polska. Powstał spot społeczny, raport oraz materiały edukacyjne przeznaczone dla rodziców i uczniów.
Policjanci mają również prowadzić w całym kraju spotkania dotyczące bezpieczeństwa wizerunku w internecie. Biuro Prewencji Komendy Głównej Policji wspólnie z T-Mobile zapowiada szkolenia funkcjonariuszy oraz przygotowanie scenariuszy zajęć i kart pracy dla uczniów.
Organizatorzy kampanii nie przekonują rodziców do całkowitego zrezygnowania z dzielenia się rodzinnymi wspomnieniami. Główny przekaz dotyczy świadomej oceny tego, co trafia do internetu, kto może zobaczyć materiał oraz czy dziecko zgadza się na jego publikację.
Dane pokazują bowiem, że sharenting nie jest w Polsce marginalnym zjawiskiem. Dotyczy połowy rodziców, a dla części dzieci jego skutki są odczuwalne długo po naciśnięciu przycisku „opublikuj”.
Czytaj także:
Obywatele płacą kaucję, urzędy jej unikają. Setki tysięcy butelek kupiono poza systemem
Firmy wstrzymują podwyżki. Koniec z wyrównywaniem inflacji
Ludzie Trumpa i szejkowie chcą przejąć część Łukoilu. W grze 20 mld dolarów



