Inwestowanie na giełdzie: Polska daleko za liderami

Według danych Eurostatu, oszczędności Polaków na koniec IV kwartału 2025 r. przekraczały 3,9 bln zł. Największą część stanowiły gotówka i depozyty, czyli ponad 1,9 bln zł. W akcjach spółek giełdowych gospodarstwa domowe miały ulokowane 117,6 mld zł.

Problemem nie jest więc brak oszczędności jako takich, ale ich struktura. Udział akcji spółek giełdowych w oszczędnościach Polaków wyniósł 3 proc. To poziom taki sam jak we Włoszech, ale przy znacznie mniejszej skali zgromadzonego kapitału. Włosi mieli w akcjach 188 mld euro, a ich łączne oszczędności przekraczały 6,3 bln euro.

Na tle europejskich liderów różnica jest jeszcze bardziej widoczna. W Finlandii akcje spółek giełdowych stanowiły 13,7 proc. oszczędności gospodarstw domowych. W Szwecji i Niemczech udział ten wynosił po 7,2 proc. To oznacza, że w krajach o mocniejszej kulturze inwestowania gospodarstwa domowe znacznie większą część majątku kierują na rynek kapitałowy.

Polska nie jest na samym końcu zestawienia. Niższy udział akcji w oszczędnościach odnotowano m.in. na Słowacji, Łotwie i w Portugalii. Nie zmienia to jednak głównego wniosku: mimo rozwoju GPW i rosnącej popularności funduszy ETF, przeciętny polski portfel nadal jest bardziej bankowy niż inwestycyjny.

Gotówka i depozyty wygrywają z rynkiem kapitałowym

Ponad 1,9 bln zł w gotówce i depozytach pokazuje, że Polacy nadal preferują bezpieczeństwo, płynność i prostotę. Lokata, konto oszczędnościowe albo rachunek bankowy są łatwiejsze do zrozumienia niż akcje, fundusze czy ETF-y. Dla wielu gospodarstw domowych kluczowe znaczenie ma też brak ryzyka nominalnej straty, nawet jeśli realna wartość oszczędności może spadać przez inflację.

Taka struktura oszczędności ma konsekwencje dla samych gospodarstw domowych i dla gospodarki. Przy długim horyzoncie inwestycyjnym akcje mogą dawać szansę na wyższą stopę zwrotu niż depozyty, ale wiążą się z wahaniami wycen i ryzykiem straty. Brak powszechnego udziału w rynku kapitałowym oznacza, że część społeczeństwa nie korzysta z potencjalnych zysków ze wzrostu wartości firm.

Dla gospodarki oznacza to mniejszy strumień krajowego kapitału trafiającego do przedsiębiorstw. Silny rynek kapitałowy pomaga finansować rozwój spółek, emisje akcji, inwestycje i ekspansję. Jeśli gospodarstwa domowe trzymają nadwyżki głównie w bankach, giełda w większym stopniu zależy od inwestorów instytucjonalnych i zagranicznych.

To szczególnie ważne w czasie, gdy warszawski parkiet ma za sobą bardzo mocny okres. Według danych GPW w całym 2025 r. obroty akcjami w arkuszu zleceń na Głównym Rynku wzrosły o 41,9 proc., do 470,3 mld zł. Rynek był więc aktywny, ale nie oznacza to automatycznie masowego wejścia gospodarstw domowych na giełdę.

Rząd liczy na Osobiste Konta Inwestycyjne

Jednym z narzędzi, które ma zmienić strukturę oszczędności, są Osobiste Konta Inwestycyjne. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o OKI 5 maja 2026 r. Jak informuje Ministerstwo Finansów, nowe przepisy mają obowiązywać od 2027 r.

Założenie jest proste: zachęcić osoby fizyczne do inwestowania przez preferencje podatkowe. Dla aktywów inwestycyjnych, takich jak akcje czy jednostki uczestnictwa funduszy inwestycyjnych, przewidziano pełne zwolnienie do 100 tys. zł. Dla aktywów oszczędnościowych, takich jak lokaty bankowe czy skarbowe obligacje oszczędnościowe, limit zwolnienia ma wynosić 25 tys. zł.

Ministerstwo Finansów szacuje, że OKI mogą skierować na Giełdę Papierów Wartościowych dodatkowo około 74 mld zł do 2040 r. To kwota znacząca, choć rozłożona na wiele lat. Jej realny wpływ będzie zależał od zainteresowania inwestorów, prostoty produktu, kosztów obsługi oraz tego, czy gospodarstwa domowe uznają giełdę za atrakcyjną alternatywę wobec depozytów.

Sama ulga podatkowa nie rozwiąże jednak całego problemu. Inwestowanie na giełdzie wymaga zaufania, wiedzy, długiego horyzontu i akceptacji zmienności. Jeśli produkt będzie zbyt skomplikowany albo inwestorzy będą obawiać się strat, OKI mogą stać się jedynie dodatkiem dla osób, które już dziś inwestują.

Dlaczego Polacy inwestują ostrożnie?

Niska popularność akcji w portfelach Polaków ma kilka przyczyn. Pierwszą jest historia. Wielu inwestorów pamięta bolesne spadki po wcześniejszych hossach, afery rynkowe, słabe debiuty giełdowe albo zmienność funduszy inwestycyjnych. To wpływa na zaufanie do rynku kapitałowego.

Drugą barierą jest edukacja finansowa. Dla osoby, która nigdy nie kupowała akcji lub funduszu ETF, pierwsza decyzja inwestycyjna może wydawać się trudna. Trzeba wybrać rachunek, zrozumieć ryzyko, opłaty, podatki, dywidendy, kursy walut i zasady dywersyfikacji. W efekcie część osób pozostaje przy produktach bankowych, nawet jeśli ich oprocentowanie nie zawsze chroni realną wartość oszczędności.

Trzecią kwestią jest poziom majątku i bezpieczeństwa finansowego. Inwestowanie wymaga nadwyżek, których nie trzeba użyć w najbliższych miesiącach. Przy wysokich kosztach życia, ratach kredytów, cenach mieszkań i niepewności na rynku pracy wiele gospodarstw domowych woli budować poduszkę finansową w najprostszej formie.

Nie bez znaczenia są także podatki i koszty. Podatek od zysków kapitałowych, prowizje, opłaty za fundusze czy spready walutowe obniżają atrakcyjność inwestowania. Dlatego rząd próbuje wykorzystać OKI jako podatkową zachętę do długoterminowego lokowania kapitału.

Czytaj także:

Koszty obsługi długu Polski prawie najwyższe w UE. Gorzej jest tylko w jednym kraju

Podwyżki w budżetówce w 2027 r. Są przecieki z ministerstwa finansów

Polski rynek pracy stał się drogi? Analitycy alarmują