• Obecna kwota wolna od podatku wynosi 30 tys. zł.
  • Każde dodatkowe 10 tys. zł dawałoby maksymalnie 100 zł miesięcznej oszczędności.
  • Podniesienie kwoty wolnej do 60 tys. zł kosztowałoby budżet około 58,6 mld zł rocznie.

Każde zwiększenie kwoty wolnej o 10 tys. zł podniosłoby kwotę zmniejszającą podatek o 1200 zł rocznie. Dla podatnika wykorzystującego ulgę w całości oznaczałoby to do 100 zł miesięcznie więcej. Osiągnięcie docelowych 60 tys. zł dawałoby maksymalnie 300 zł miesięcznej korzyści względem obecnych przepisów.

Nie jest to jednak przyjęty harmonogram rządu. Ministerstwo Finansów prowadzi dopiero analizy, a pełne podwojenie kwoty wolnej kosztowałoby budżet w 2027 roku około 58,6 mld zł. Wysoki koszt jest głównym argumentem za stopniowym wprowadzaniem reformy.

Kwota wolna od podatku może rosnąć etapami

Podniesienie kwoty wolnej do 60 tys. zł było jedną z głównych obietnic Koalicji Obywatelskiej przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku. Zapowiedź nie została dotąd zrealizowana, ale politycy koalicji przekonują, że zmiana ma nastąpić przed końcem kadencji.

Senator KO Grzegorz Schetyna przyznał, że ze względu na sytuację budżetu reforma może zostać podzielona na etapy. Podobną deklarację złożył wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz, który przekonywał, że nad propozycją pracuje minister finansów Andrzej Domański.

„Nie musi to być od razu 60 tys. zł” – powiedział Grzegorz Schetyna.

Na razie nie przedstawiono projektu ustawy ani oficjalnego harmonogramu. Wariant wzrostu po 10 tys. zł rocznie jest więc jednym z możliwych scenariuszy, a nie zatwierdzonym planem. Oznaczałby stopniowe zwiększenie limitu z 30 do 40 tys. zł, następnie do 50 tys. zł i ostatecznie do 60 tys. zł.

Każdy etap może dać do 100 zł miesięcznie

Kwota wolna jest powiązana ze stawką podatkową wynoszącą 12 proc. Obecny limit 30 tys. zł odpowiada kwocie zmniejszającej podatek w wysokości 3600 zł rocznie.

Podniesienie limitu do 40 tys. zł zwiększyłoby kwotę zmniejszającą podatek do 4800 zł. Różnica wyniosłaby 1200 zł rocznie, czyli 100 zł miesięcznie. Przy kwocie wolnej wynoszącej 50 tys. zł korzyść względem obecnych zasad sięgnęłaby 2400 zł rocznie, czyli 200 zł miesięcznie.

Docelowe 60 tys. zł oznaczałoby kwotę zmniejszającą podatek w wysokości 7200 zł. Podatnik mógłby więc zapłacić o 3600 zł mniej niż obecnie, co odpowiada 300 zł miesięcznie.

Maksymalna korzyść dotyczyłaby osób, których podatek jest wystarczająco wysoki, aby wykorzystać całe odliczenie. Z wyliczeń Grant Thornton przytoczonych przez Money.pl wynika, że pełne 300 zł miesięcznie zyskaliby pracownicy zarabiający od około 6,1 tys. zł brutto.

Nie każdy zyska tyle samo

Podwyższenie kwoty wolnej obejmuje wyłącznie osoby rozliczające dochody według skali podatkowej. Korzystają z niej między innymi pracownicy, zleceniobiorcy, emeryci, renciści oraz przedsiębiorcy opodatkowani stawkami 12 i 32 proc.

Zmiana nie obejmie przedsiębiorców rozliczających się podatkiem liniowym ani ryczałtem. W tych formach opodatkowania kwota wolna nie występuje.

Przy niższych dochodach korzyść może być mniejsza od 100, 200 lub 300 zł miesięcznie, ponieważ podatnik nie zawsze płaci PIT wystarczająco wysoki, aby wykorzystać całe pomniejszenie. Nie zmienią się również składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne.

Osoba zarabiająca poniżej około 6,1 tys. zł brutto po podniesieniu kwoty wolnej do 60 tys. zł mogłaby przestać płacić PIT, ale nadal od jej wynagrodzenia potrącane byłyby składki ZUS i składka zdrowotna.

Budżet może nie udźwignąć jednorazowej zmiany

Ministerstwo Finansów oszacowało, że podniesienie kwoty wolnej z 30 do 60 tys. zł kosztowałoby budżet państwa 58,6 mld zł w 2027 roku. Dodatkowe podniesienie drugiego progu podatkowego ze 120 do 140 tys. zł oznaczałoby kolejne 11,6 mld zł ubytku.

Łączny koszt obu zmian wyniósłby 70,2 mld zł. Resort podkreślił jednak, że są to analizy potencjalnych rozwiązań, a nie wyliczenia dla gotowego projektu ustawy.

Tak wysoki koszt sprawia, że bardziej prawdopodobne staje się stopniowe zwiększanie kwoty wolnej. Pierwszy etap byłby dla budżetu tańszy, ale podatnicy również otrzymaliby tylko część docelowej korzyści.

Jak informuje Business Insider Polska, Ministerstwo Finansów analizuje różne warianty zmian parametrów skali podatkowej. Nie podało jednak terminu przedstawienia konkretnych przepisów.

Podatnicy muszą poczekać na projekt

Polityczne deklaracje nie zmieniają obecnie zasad rozliczania PIT. W 2026 roku kwota wolna nadal wynosi 30 tys. zł, a kwota zmniejszająca podatek 3600 zł rocznie.

Dopiero opublikowanie projektu pokaże, czy reforma rzeczywiście będzie realizowana w krokach po 10 tys. zł, od którego roku rozpocznie się podnoszenie limitu i czy zmiany zostaną powiązane z waloryzacją drugiego progu podatkowego.

Stopniowy wariant pozwoliłby rządowi ograniczyć jednorazowy koszt, ale jednocześnie odsunąłby pełną korzyść dla podatników. Zamiast natychmiastowych 300 zł miesięcznie część osób mogłaby początkowo otrzymać około 100 zł, a dopiero w kolejnych latach następne podwyżki wynagrodzenia netto.

Czytaj także:

Krach na akcjach Mety. Zuckerberg przepala miliardy na AI

Prawa wyborcze tylko dla bogatych? Kontrowersyjny pomysł miliardera

Imigracja uratuje polską demografię? Ekspert nie ma złudzeń