Co i komu obiecał premier Tusk

Co i komu obiecał premier Tusk

[04.09.2014] Propozycja rządu na 2015 rok to typowy budżet wyborczy oparty na dość optymistycznych prognozach makroekonomicznych. Pożegnalny budżet Donalda Tuska stanie się dodatkowym czynnikiem ryzyka dla polskiej gospodarki.

Według jeszcze nieoficjalnych doniesień na przyszły rok rząd zaproponował wydatki na maksymalną kwotę 343,3 mld złotych. To o 18 miliardów złotych więcej niż w tym roku – czyli największy nominalny wzrost wydatków od czasu objęcia rządów przez Donalda Tuska (budżet na 2008 rok skonstruował jeszcze gabinet Jarosława Kaczyńskiego). To także największy względny przyrost wydatków rządu od roku 2008.

W roku wyborów parlamentarnych rząd proponuje wzrost wydatków budżetowych (a to przecież nie wszystkie wydatki państwa!) o 5,5%. To więcej niż przez poprzednie 6 lat rządów Donalda Tuska, w trakcie których wydatki budżetowe zwiększyły się łącznie o 5,3%. Trzeba mieć jednak na uwadze, że w międzyczasie część wydatków budżetowych została ukryta w Krajowym Funduszu Drogowym, czy pozabudżetowym dofinansowaniu Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

Same obietnice złożone niedawno przez premiera Tuska tylko w przyszłym roku będą nas kosztować trzy miliardy złotych. Składa się na to hojna podwyżka emerytur (szacowany koszt: 1,7 mld zł rocznie) oraz dopłaty do dzieci w ramach pełnego odliczenia ulgi w PIT (1,2 mld). Z tego powodu minister finansów nie był w stanie znacząco obniżyć deficytu budżetowego, zaplanowanego na 46,1 mld zł. To tylko o 1,4 mld zł (3%) mniej od planu na 2014 roku. Ponieważ tegoroczny budżet zawiera pewne ukryte zaskórniaki (np. przeszacowaną popularność OFE), to przyszłoroczny deficyt zapewne okaże się znacząco większy niż w roku 2014 (szacowany nieoficjalnie na 34 mld zł).

Wyższe wydatki = wyższe podatki

W ustawie budżetowej rząd nie wycofuje się z żadnej z licznych podwyżek podatków. Utrzymana zostanie "tymczasowa" podwyżka stawek VAT (8% i 23%), wyższa akcyza na wódkę i papierosy, wyższa składka rentowa, zamrożone progi podatkowe PIT oraz śmiesznie niska kwota wolna od podatku. Mimo to minister Szczurek odważnie oszacował dochody budżetu na 297,3 mld zł. To aż o 19,5 mld zł (7%) więcej od planów na rok 2014. Ta dość optymistyczna prognoza dochodów kontrastuje z coraz słabszą koniunkturą w gospodarce. Ministerstwo Finansów obniżyło przyszłoroczną prognozę wzrostu PKB z 3,8% do 3,4%.

Moim zdaniem nawet taka prognoza jest obarczone zbyt wysokim ryzykiem. W obecnej sytuacji makroekonomicznej bezpieczniej byłoby założyć zerowy wzrost gospodarczy, ale wtedy nie udałoby się sfinansować obietnic premiera Tuska. Jednak taką ostrożnością MF wykazało się drastycznie obniżając prognozę inflacji CPI z 2,3% do 1,5%. Niższa inflacja ogranicza wzrost dochodów państwa, ponieważ większość podatków pobierana jest jako procent od kwot nominalnych. Jeśli one nie rosną (np. sprzedaż, zysk, wynagrodzenia), to w miejscu stoją także wpływy podatkowe rządu.

Strukturalny problem finansów publicznych

Pomimo kolejnych podwyżek stawek podatków dochody podatkowe rządu od 2008 roku stoją w miejscu. Pomimo narastającej represyjności organów podatkowych Fiskusowi nie udaje się wycisnąć więcej pieniędzy z gospodarki. Potrzebne są reformy strukturalne: obniżka stawek, uproszczenie podatków oraz ujednolicenie przepisów, które obecnie każdy urząd skarbowy może interpretować według własnego uznania.

To jednak wymagałoby zmiany filozofii rządzenia, na co nie było stać żadnej ekipy władającej Polską po roku 1991. Wbrew pozorom rewolucję podatkową można zrobić szybko i bez uszczerbku dla dochodów państwa. Potrzeba jedynie odwagi i woli polityków – zarówno tych z obozu władzy jak i z opozycji. Póki jej brakuje, póty jedynym pomysłem rządzących będą podwyżki podatków i rozdawnictwo naszych pieniędzy wpływowym grupom społecznym.

Krzysztof Kolany

Na podst. informacji prasowej Bankier.pl

Oceń ten artykuł: