Europa ma coraz mniej do powiedzenia

Europa ma coraz mniej do powiedzenia

[01.03.2012] Rozpoczyna się debata na temat wieku emerytalnego. Partia Donalda Tuska chce przeprowadzić reformę w ciągu kilku najbliższych miesięcy, jednak na chwilę obecną nie ma większości.

Z dr. Rafałem Kozłowskim rozmawia Łukasz Ziaja

Rozpoczyna się debata na temat wieku emerytalnego. Partia Donalda Tuska chce przeprowadzić reformę w ciągu kilku najbliższych miesięcy, jednak na chwilę obecną nie ma większości. Czy przewiduje Pan, że sytuacja ulegnie zmianie i większość mogąca przeprowadzić reformę się znajdzie, czy raczej Donald Tusk zdając sobie sprawę, że jego propozycja nie zostanie poparta przez większość sejmową, wycofa się z niej?

Obserwując zachowania premiera Donalda Tuska, sądzę, że się nie wycofa, ale wpływ otoczenia wewnętrznego czy zewnętrznego może doprowadzić do zmiany stanowiska. Czy na dobre, to tego nie wiem. Polsce potrzebny jest spokój i porozumienie ponad podziałami wszystkich sił w parlamencie, ponieważ ta reforma dotknie nie tylko zwolenników Platformy czy PiS, ale również tych, którzy do wyborów nie poszli zagłosować.

Prezentowane dwa warianty podniesienia wieku bez podnoszenia podatków lub nie podnoszenia wieku, a poniesienia podatków, wydają się być zbiorem niepełnym. Dlaczego premier nie zaproponował trzeciego rozwiązania: nie podnoszę wieku, nie podnoszę podatków, ale odchudzam administrację państwową? Ten wariant byłby chyba najlepszy w kontekście przyjaznego państwa dla obywateli. Taka metoda odchudzania jest znaną koncepcją w zarządzaniu, tzn. lean management.

Jak Pan ocenia propozycję premiera? Jakie będą skutki wprowadzenia reformy?

Skutki będą takie same, jak nicnierobienie w tym zakresie. Problem tkwi w czasie. Przypuszczam, że punkt przecięcia dwóch linii – przychodów z kosztami – dla Polski jest tuż tuż i nie będzie to moment, w którym rozpoczniemy drogę wzrostu i otrzymamy efekt dodatni, tylko koszty przewyższą przychody i ujawni się nam strata. Chociaż niektórzy ekonomiści już od dłuższego czasu o tym mówią. Moim zdaniem, premier na początku swojego urzędowania miał jeszcze margines, a dzisiaj margines jest zbyt mały i nie można dalej czekać. Szkoda, że tak długo czekaliśmy na działania premiera…

PSL zaproponował zupełnie inne rozwiązanie. Co Pan sądzi o ich propozycji?

Na podstawie informacji z mediów wiem, że propozycja emerytalna PSL dotyczy ulgi za urodzenie dziecka. Jest to dla mnie seksizm albo męski szowinizm, ponieważ ta propozycja jest tak śmieszna jak wcześniejsze becikowe, ulga za urodzenie dziecka. Premier Pawlak powinien się wstydzić tej propozycji. Znowu mężczyźni wiedzą lepiej, czego chcą kobiety i odgrywają rolę ludzkiego pana.

Dlatego mam propozycję dla PSL: może w końcu dzieci staną się podmiotem w systemie podatkowym, a nie jedynie przedmiotem ulgi, jak to jest do tej pory. Urodzenie dziecka jest początkiem długiego procesu jego wychowania, przygotowania do pracy, w tym także pracy na nasze emerytury; to sporo kosztuje, a na efekty trzeba długo czekać. Może więc należałoby się zastanowić nad najprostszym rozwiązaniem, aby dochód rodziców dzielić na wszystkich członków rodziny, w tym dzieci, zamiast szczycić się ulgą na dzieci w wysokości jednorazowej, corocznej wyprawki dziecka do szkoły.

Inne partie parlamentarne nie przedstawiły swoich propozycji. Czyżby nie miały pomysłu na uzdrowienie tego niewydolnego systemu?

Od dłuższego czasu czekam na ich propozycje i mam nadzieję, że będą to ciekawe rozwiązania prorodzinne, a nie procentowo-emerytalne, ponieważ nie da się naprawić systemu, patrząc tylko na jego koniec. Wymaga to reorganizacji całego procesu od początku do końca, czyli: polityki prorodzinnej, systemu edukacji, w tym edukacji przedsiębiorczości, stworzenia przyjaznych warunków dla życia i prowadzenia biznesu w Polsce oraz reformy całego systemu emerytalnego. Jest to oczywiście prezentowany przezze mnie pewien skrót, ale bez rekonfiguracji naszego państwa nie uda się stworzyć gospodarki opartej na wiedzy w ciągu najbliższych 20 lat.

Polska podpisała pakt fiskalny. Z czym to się wiąże?

Na chwilę obecną ciężko powiedzieć. Jednak jedno jest pewne – pakt fiskalny nie wskazuje widocznej drogi wyjścia z recesji, w której euroland się znajduje, a tworzy przestrzeń do działań. Założeniem paktu jest zdyscyplinowanie działań fiskalnych w odniesieniu do poszczególnych państw, jak i poszczególnych obywateli tych państw. Uważam, że to jest płakanie nad rozlanym mlekiem, gdyż jeśli odniesiemy się do sytuacji Zjednoczonej Europy przed podpisaniem paktu, to nie sposób nie zauważyć, że kraje mogły się zadłużać praktycznie bez ograniczeń i bez ryzyka bankructwa.

Jednakże obywatele takiego państwa nie mają możliwości zaciągania kolejnych długów bez ponoszenia ryzyka bankructwa, czyli egzekucji komorniczej i utraty całego majątku na rzecz wierzycieli. Jestem sceptycznie nastawiony do instrumentu, jakim jest pakt fiskalny. Patrząc na okres w historii Polski po 1981, kiedy to Polska praktycznie zbankrutowała, i okres transformacji po 1989 r., kiedy weszliśmy na drogę szybkiego rozwoju, może zamiast kolejnych paktów i umów należałoby pozwolić na bankructwo krajów, które same się do tego doprowadzają.

Kraje te są praktycznie bezkarne, bo wiedzą, że i tak nie dopuści się do ich bankructwa. Na ich bankructwie straciliby ich dłużnicy, a więc inne kraje i instytucje finansowe, które również bez większych konsekwencji pożyczają pieniądze, stojącym na skraju bankructwa krajom, bo wiedzą, że wykorzystanie różnych instrumentów finansowych, nie doprowadzi ich do bankructwa. Ponadto, pożyczając w takich warunkach rynkowych, mogą zażądać większych odsetek i na tym zarobić. I tak tworzy się błędne koło zarządzania finansami, nie tylko europejskimi.

Brytyjczycy i Czesi dokumentu nie podpisali.

Owszem, i jest to dosyć ciekawa, symboliczna sytuacja, ponieważ z jednej strony mamy niewielki kraj na wschodzie Europy, z drugiej strony kraj na Zachodzie, który w XIX w. posiadał największą liczbę kolonii i czerpał z nich ogromne zyski. W obu przypadkach wspólnym mianownikiem dla tej symbolicznej sytuacji może być wartość, jaką jest wolność, ale nie można odrzucić wpływu rządzących sił politycznych w obu krajach i pewna nuta eurosceptycyzmu. Moim zdaniem gra toczy się o niechęć do nadmiernej kontroli swojej polityki gospodarczej, polityki finansowej czy silnego wpływu na wewnętrzny ustrój prawny danego kraju. Przykładem takiej kontroli była propozycja Niemiec dotycząca powołania super komisarza, swoistego "Captain Europe", dla Grecji i kontroli jej wydatków, co zresztą oceniam bardzo negatywnie.

Strefa euro jest w coraz większym kryzysie. Z którą grupą ekonomistów Pan się utożsamia: z tymi, którzy twierdzą, że strefa niedługo się rozpadnie czy z tymi, którzy uważają, że euroland wyjdzie z tego kryzysu obronną ręką?

Zjednoczona Europa jest bardzo ciekawym zjawiskiem społecznym, politycznym i gospodarczym. Według mnie, ma ona jednak podstawowy problem, który określam mianem "kryzysu przywództwa". Zarządzanie Unią Europejską można porównać do zarządzania organizacją o dużej liczbie szczebli zarządzania i bardzo rozbudowanej strukturze. Trudno jest zarządzać tego typu strukturą w sposób konsensualny, zmieniać co pół roku przywództwo, decydować, który kraj może zasiadać w Eurogrupie i na jakim poziomie decyzji może wyrażać swoje zdanie. Nie chcę być złym prorokiem, ale jesteśmy w fazie spadkowej, i zadaję sobie pytanie, czy uda nam się włączyć hamulec i wrócić na ścieżkę wzrostu? Dlatego, szacuję, że na parze euro/dolar zobaczymy stosunek 1:1.

Oczywiście, aby rozwiązać kryzys przywództwa w tak skomplikowanej strukturze, należy liczyć się z utratą częściowej lub całkowitej wolności w podejmowaniu decyzji przez kraje członkowskie w wybranych obszarach. I tak, w przypadku polityki monetarnej UE powinny zostać zwiększone kompetencje Europejskiego Banku Centralnego, w celu stworzenia silnego i decyzyjnego organu zarządzającego. Tylko czy Europa jest na to gotowa? Dzisiaj moja odpowiedź brzmi NIE. A czy będzie kiedykolwiek gotowa? Nie wiem. Czego mogę być pewny to tego, że Brazylia, Rosja, Indie, Chiny czy też USA coraz wyraźniej umacniają swoją pozycję przy globalnym, gospodarczym stole, odsuwając Zjednoczoną Europę od możliwości podejmowania decyzji, w taki sam sposób, jak robią to państwa ze strefy euro w stosunku do państw spoza tej strefy. Jest to pewnego rodzaju chichot otaczającej nas rzeczywistości.

Przewodniczący Schulz od razu po szczycie poinformował, że Polska zobowiązała się przystąpić do strefy euro w 2015 r. Politycy z opcji rządzącej powiedzieli, że przewodniczący się przesłyszał, jednak ten stanowczo podkreślił, iż jest pewien, że się nie przesłyszał. Jak Pan ocenia tą sytuację? Termin jest w ogóle realny?

Termin trzy letni na przyjęcie obcej waluty jest kompletnie nierealny. Wynika to z konieczności przygotowania ustawodawstwa, wynegocjowania kursu wymiany, wydrukowania banknotów, wybicia bilonu, rocznego przebywania w widełkach kursowych ERM-2. W tym ostatnim zakresie, aby się utrzymać w wymaganych wahaniach kursowych, konieczne jest nie tylko przygotowanie całości rezerw NBP, ale także podpisanie umów z innymi Bankami Centralnymi, zapewniającymi wsparcie NBP. W przeciwnym wypadku cała operacja zakończyłaby się dramatyczną porażką. Przypominam, że w niedalekiej historii mieliśmy przypadek Banku Anglii, który poległ na obronie funta.

Jestem przeciwnikiem przyjęcia euro w najbliższych latach, ponieważ strefa jest w kryzysie instytucjonalnym, który musi zostać rozwiązany, a dopóki to się nie stanie, strefa nie będzie gotowa na rozszerzenie korzystne dla pretendentów. Ubolewam, że nie został wypracowany realny system trwałego przezwyciężenia kryzysu strefy euro. Przykładem w tym zakresie może być przygotowywane obecnie zasilenie MFW przez Banki Centralne środkami, które mają być wykorzystane do działań interwencyjnych. Przypomnę, że NBP ma zasilić MFW kwotą blisko 10 mld euro. Pomijając fakt, że zwiększenie środków MFW o kwotę ok. 200 mld euro jest co najmniej niewystarczające, to znamiennym jest mechanizm tego działania.

Podpisaliśmy ACTA. Podziela Pan opinie internautów, którzy uważają, że dokument ten znacznie ograniczy swobodę w internecie? Rząd zapewnia, że wszystko jest w porządku, a obawy są bezpodstawne. O co więc to całe zamieszanie?

To jest chyba najciekawsze zjawisko ostatniej dekady, które pobudziło do działania tak liczną grupę młodych ludzi. Tutaj problem nie leży chyba w zamykaniu portali, czy śledzeniu nas w internecie, bo to ma już miejsce w taki czy inny sposób, np. biały wywiad via Facebook. Według mnie problem tkwi w stworzeniu ram dla funkcjonowania ludzi i ich idei, w ramach platform open source, a systemem ochrony patentów i prawa własności. Internet w tej relacji jest tylko narzędziem.

Dyskusja powinna się koncentrować na możliwościach funkcjonowania ludzi i ich pomysłów, wolności tworzenia, oraz możliwości kompatybilności i współpracy z systemami "zamkniętymi", jak Windows czy Mac OS. Po wprowadzeniu ACTA korporacje będą sobie życzyły jeszcze większych pieniędzy za swoje systemy operacyjne, lub wręcz będą likwidowały skutecznie konkurencję. I tu tkwi problem. Świetnym przykładem jest CERN, gdzie każdy kraj członkowski może korzystać z patentów bezpłatnie i tworzyć kolejne rzeczy w ramach tych patentów. Może na bazie takiego rozwiązania należy szukać drogi porozumienia w tej dyskusji.

Ambasador Polski w Japonii, w imieniu polskiego rządu, podpisał ACTA, a po kilkunastu dniach od tego precedensu premier Tusk zadeklarował, że będzie namawiał europosłów, aby głosowali w Parlamencie Europejskim przeciw ratyfikacji ACTA. Jak Pan odczytuje zachowanie szefa rządu?
Nie chce mi się wierzyć, że premier Tusk nie wiedział, co podpisuje. Jeśli jednak tak było, to za co my płacimy podatki? Gdzie są odpowiednie służby, aby ocenić skutki umowy ACTA? No chyba, że został on postawiony przed faktem dokonanym, a my tych okoliczności nie znamy. W tym miejscu należy podziękować internautom za czujność i determinację.

A "przyklejanie" się polityków do takich skutecznych działań jest nieuniknione. W tej sprawie wołałbym ogólnoeuropejskie referendum. Reasumując, jestem zwolennikiem uregulowania tego problemu, ponieważ tworząc gospodarkę opartą na wiedzy, ludzie produkują lub będą produkowali produkty i usługi, gdzie ochrona prawna im się należy i kopka. Dlatego wymaga to przedefiniowania prawa na całym świecie i jego egzekwowania, aby każdy mógł w sposób legalny funkcjonować w internecie i czerpać korzyści za swoją pracę.

Niemcy, jedno z tych państw, które najwięcej zyskałyby na ACTA, dokumentu nie podpisały. Może jest więc szansa, aby Parlament Europejski w głosowaniu traktat odrzucił?

A może odwrócić ciąg zdarzeń? Parlament Europejski niczego nie odrzuca, lecz zawiesza i rozpoczyna proces ogólnoświatowej dyskusji na ten temat. Zaprasza do siebie wszystkie zainteresowane strony, jak to ma miejsce w przypadku dyskusji na temat CO2, i próbuje odegrać role koordynatora i ogólnoświatowego lidera, by doprowadzić do porozumienia i przyjęcia ogólno-światowych rozwiązań.

Dr Rafał Kozłowski – nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach, w przeszłości był związany ze Strategic Management Society, British Academy of Management, European Academy of Management oraz Australian and New Zealand Academy of Management. Do swoich głównych specjalizacji naukowo-nadawczych zalicza: przedsiębiorczość, przywództwo w organizacji, nadzór korporacyjny oraz strategiczne zarządzanie. Pełni funkcję sekretarza w Komitecie Regionalnym największej w Polsce olimpiady przedmiotowej – olimpiady przedsiębiorczości.

źródło: "Gazeta Finansowa"

Oceń ten artykuł: